Klęska Guardioli otwiera nowy rozdział

Gdy ujawniono, że Pep Guardiola zostanie trenerem Bayernu Monachium, świat futbolu podzielił się na dwa obozy. Jeden twierdził, że Hiszpan poszedł na łatwiznę, biorąc najlepszą drużynę na świecie, którą do mistrzostwa kraju poprowadziłby każdy. Zdaniem innych była to decyzja ryzykowna – tylko wygranie wszystkiego w jeszcze lepszym stylu niż w poprzednim sezonie zadowoliłoby jego przeciwników.

Ci drudzy dzisiaj triumfują. Takiej klęski Guardiola jeszcze nie doznał. Gdy wcześniej odpadał z Ligi Mistrzów z Interem oraz Chelsea, mówiło się o szczęściu rywali, Barcelona dominowała. Można dyskutować, czy tak było w dwumeczu z Interem, lecz w pojedynku z „The Blues” rzeczywiście tak było, futbol po raz kolejny pokazał swoją nielogiczną i irracjonalną stronę. Trudno winić trenera za porażkę w takich okolicznościach, nie dziwię się, że ciągle uznawał swój sposób gry za najlepszy.

Ale 0-5 w dwumeczu to zupełnie inny rozmiar kapelusza, każący poddawać w wątpliwość stosowane przez niego metody. Bo wszyscy wiedzą, że Guardiola jest idealistą, wyznającym – w jego mniemaniu – jedyny słuszny styl gry. Lecz tiki-taka (czy też tiki-taken) została shakowana, rywale już wiedzą, jak przeciwko niej grać. Oczywiście nadal potrzebują znakomitego, niemal bezbłędnego występu by pokonać Bayern, lecz wiedzą w jakim kierunku iść, by go powstrzymać. Kiedyś takiej wiedzy nie mieli, nawet stawianie jakże modnego autobusu mogło co najwyżej zapewnić mniejszy rozmiar kary.

Właśnie dlatego Guardiolę czeka największe wyzwanie w jego karierze trenerskiej, wyzwanie, które może zdefiniować całą jego przyszłość. Czy wobec zmian jakie zaszły w futbolu w ostatnich latach nawet nie tyle porzuci swój idealizm, co dostosuje go do nowej rzeczywistości, odkryje w sobie nutkę pragmatyka?

Bayern w formie może zachwycać, lecz w obu półfinałach zagrał tak, jak chciał tego Real – wysoko ustawiona linia obrony sprawiła, że „Królewscy” bez problemu mogli groźnie kontrować co kilka minut. „Jesteś tak silny, jak twój najsłabszy punkt” – a piętą achillesową Bawarczyków jest właśnie ustrzeganie się błyskawicznych kontrataków. Topowy trener musi być na tyle uniwersalny, by nie pozwolić rywalowi grać tak, jak lubi najbardziej. Gra we własnym stylu niezależnie od okoliczności może i jest romantyczna, lecz niezbyt praktyczna. W Katalonii może takie podejście się sprawdzało, pozwalało na propagowanie motywu „gloria victis”, lecz Bawaria to inny świat. Bardziej pragmatyczny.

Sygnałem ostrzegawczym dla Bayernu powinien być już niedawny mecz ligowy z Borussią Dortmund (0-3), uznawany wcześniej jedynie jako wypadek przy pracy, konsekwencję szybko zdobytego mistrzostwa.

Może zbyt szybko? Na EURO 2008 w ostatniej kolejce fazy grupowej rezerwowe składy wystawiły drużyny pewne 1. miejsca w grupie – Portugalia, Chorwacja, Niemcy i Hiszpania. Przez ćwierćfinał przebrnęli tylko ci ostatni, w dodatku po serii rzutów karnych z Włochami. Czy w futbolu na najwyższym poziomie rozluźnienie nie jest największym wrogiem? Może presja towarzysząca każdemu kolejnemu spotkaniu jest niezbędna? Nie wydaje się, by „to coś” miało przełącznik, by można było to włączyć po paru tygodniach na jeden, dwa, trzy decydujące mecze.

Futbol jest pełny takich nielogiczności. Nie ma jednej optymalnej drogi do osiągnięcia sukcesu, przez co pogłoski o śmierci tiki-taki są przesadzone. Systemy to teoria, która w praktyce jest zależna od zbyt wielu zmiennych – kto spodziewałby się, że Sergio Ramos zdobędzie w takim meczu dwie bramki? Z drugiej strony może nie były one tak bardzo przypadkowe patrząc na to, jak Bayern bronił się przy stałych fragmentach gry.

Choć brzmi to jak frazes, najważniejszy jest sposób w jaki człowiek podnosi się po porażkach, bo nie da się wygrywać cały czas. Warto tylko zachować umiar w ocenach, bo zależnie od punktu widzenia możemy zobaczyć Guardiolę jako trenera, który przejął grupę piłkarzy nasyconych, którzy wygrali wszystko co się dało, lub najlepszą drużynę na świecie, którą popsuł swoim idealizmem, futbolowym fanatyzmem.

Klęska z Realem jest pierwszą olbrzymią skazą Guardioli w karierze trenerskiej. Ale każdy musi przez to przejść, przez taki chrzest bojowy. Carlo Ancelotti potrafił odpaść z Ligi Mistrzów po zwycięstwie 4-1 w pierwszym meczu lub przegrać finał tychże rozgrywek, prowadząc 3-0 do przerwy. Dziś zgotował Hiszpanowi taki los, jak ten zrobił to Mourinho, wygrywając z jego Realem 5-0. Mourinho zostawił tę porażkę za sobą i później zrewanżował się Guardioli za to upokorzenie.
Przyszły sezon pokaże, jak nieco odarty z łatki geniusza Guardiola poradzi sobie z tą kleską.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: