„Farciarz” zwolniony, ale on jeszcze powróci

Czas mija w zastraszającym tempie… Takiego obrazka już nie zobaczymy.

Szejkowie z Manchesteru City w końcu poznali się na Roberto Mancinim i zwolnili go po nieudanym sezonie. Dziwić może tylko jedna rzecz – dlaczego teraz, a nie po zakończeniu sezonu, czemu nie dano Włochowi szansy pożegnania się z kibicami, dlaczego w rocznicę zdobycia tytułu mistrzowskiego? To jedyny zarzut w kierunku decydentów, gdyż Mancini to zbyt słaby menedżer jak na drużynę mającą ambicje podbić całą Europę.

Włoch to niesamowity farciarz – pierwsze mistrzostwo w Interze przyniosło mu Calciopoli, przy okazji wykurzając jedynego i największego rywala. Juventus zdegradowano do Serie B. Na rozbiórce turyńskiego klubu najbardziej skorzystali właśnie „Nerazzurri”, pozyskując za pół darmo Zlatana Ibrahimovicia i Patricka Vieirę. W kolejnych dwóch sezonach po Scudetto przy pomyślnych wiatrach mógłby sięgnąć nawet Franciszek Smuda. Poligonem doświadczalnym były europejskie puchary, o czym już kiedyś pisałem tutaj. Mancini to słaby trener, mający olbrzymie szczęście, by znajdować się w odpowiednich miejscach w odpowiednim czasie. Nawet pracując w Lazio zajmował z rzymskim klubem 6. i 10. miejsce w lidze, zdecydowanie poniżej możliwości tego klubu.

Istnieje jedna dobra miara umiejętności trenerskich i widać było ją jak na dłoni podczas sobotniego finału Pucharu Anglii. Podstawowa jedenastka City zakupiona za ponad 300 mln funtów nie przegrała z 11 mln Wigan przez brak szczęścia – brakowało umiejętności, zaangażowania, stylu gry. Roberto Martinez ma zadatki, albo już jest kapitalnym szkoleniowcem – sprawił, iż wartość drużyny wynosi znacznie więcej niż jej poszczególne elementy. Tym charakteryzują się świetni trenerzy, tacy jak Martinez, Sir Alex Ferguson czy David Moyes. Ich zadaniem jest wniesienie czegoś „extra”. Mancini tego nie gwarantuje, u niego współczynnik wynosi tak naprawdę 0. Z takimi osiągami może wrócić do Lazio, a nie myśleć np. o Chelsea. Jakikolwiek będzie jego następny klub,

„Citizens” za jego kadencji nie mieli tak naprawdę swojego stylu, co uchodziło płazem w Premier League dzięki indywidualnym popisom. Te braki zostały zdemaskowane w Lidze Mistrzów. 12 spotkań rozegranych w ciągu dwóch lat przyniosło 3 zwycięstwa, 4 remisy i 5 porażek. Dwa triumfy zostały odniesione z Villarrealem (0 pkt), jeden z rezerwami Bayernu Monachium. Oczywiście, te grupy były wyjątkowo ciężkie, lecz to nie może być wytłumaczenie dla mistrza Anglii, zespołu, wydającego w ostatnich kilku latach na wzmocnienia miliard funtów.

Zdobyte przez niego mistrzostwo będzie wspominane przez lata nie dzięki jego fantastycznej pracy, tylko niesamowitemu splotowi zdarzeń. Prowadzony przez niego Manchester miał kapitalną pierwszą część sezonu 2011/12, lecz stopniowo zaczął opadać z sił, do gry wrócił dopiero dzięki Wigan czy Evertonowi, które zabrały tak cenne punkty United. Futbol jest niesamowity dzięki takim smaczkom – gdyby nie słynne trafienie Aguero, dziś wszyscy jednoznacznie oceniliby pobyt Manciniego na Etihad Stadium jako porażkę. Ta bramka jednak padła, dzięki czemu można dyskutować na ten temat.

Włoch sam kopał sobie dół swoimi irracjonalnym zachowaniem i kiepskim podejściem do relacji międzyludzkich, tak ważnych w dzisiejszym futbolu. Żaden wielki menedżer nie pozwoliłby sobie na takie sytuacje jak z Carlosem Tevezem czy Mario Balotellim. Wracając do finału Pucharu Anglii, ciekawy był tweet Vincenta Kompany’ego, piszącego po meczu o „wielu powodach, dla których oni [Wigan] zasłużyli na zwycięstwo bardziej niż my”. Wicemistrzostwo kraju to również nie najgorszy wynik, lecz gdy się pomyśli, iż będąca w permanentnym kryzysie Chelsea jest aktualnie tylko 3 punkty za byłymi już podopiecznymi Manciniego…

Drużyna latem nie została solidnie wzmocniona, tu trzeba przyznać rację Włochowi – lecz kto w takim razie decydował o przybyciu Javi Garcii, Jacka Rodwella czy Scotta Sinclaira, który już zdążył zostać pożegnany przez Manciniego wcześniej? Maicon to kolejne pudło transferowe, na plus można zapisać jedynie Matiję Nastasicia. Na tę „nieudaną” czwórkę szejkowie wysupłali z kasy ponad 45 mln funtów! Javi Garcia zaliczył 17 startów w lidze, Rodwell 5, Sinclair 2, Maicon 4 – każdy z nich jeszcze tylko kilkukrotnie wchodził z ławki.

Roberto Mancini płakać na pewno nie będzie, 28 mln funtów rekompensaty z pewnością osuszy jego łzy. A znając szczęście chodzące za Włochem, niedługo zgłosi się po niego klub pokroju AS Monaco w którym dostanie wielkie gwiazdy i nieprzyzwoicie wysoki budżet transferowy. Na reputacji można wozić się przez długie lata.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: