Kondycja, głupcze!

W półfinałach Ligi Mistrzów spodziewano się wyrównanych starć, tymczasem niemieckie drużyny wyraźnie pokazały swą wyższość nad przedstawicielami La Liga. Skąd tak wielka różnica? Odpowiedź w dużej mierze może tkwić w przygotowaniu kondycyjnym.

Bayern i Borussia łącznie w przeciągu tych czterech spotkań przebiegły ponad 474 kilometrów. Ich rywale, Barcelona i Real, osiągnęli wynik na poziomie niecałych 453 km. Różnica wynosi 21 km. Rozbijając to na półfinałowe pary – BVB 243 km, Real 231,5. Borussia zrobiła na boisku o 11,5 km więcej – to tak, jakby przez jeden mecz mieli dodatkowego piłkarza na boisku. Mniej więcej taki wynik w pierwszym meczu osiągnął Ilkay Gundogan. Bayern pokonał odległość 231 km, podczas gdy ich katalońscy rywale 221,5. Znowu 10 km różnicy, podobny wynik w pierwszym meczu osiągnął sam Philipp Lahm.

Zagłębiając się w statystyki można odkryć ciekawą rzecz – Leo Messi w Monachium pokonał zaledwie 7,5 km przez 90 minut. Jak na standardy Ligi Mistrzów to żenujący wynik, podejrzewam, iż jeden z najniższych, jeśli nie najniższy spośród wszystkich piłkarzy, którzy w tej edycji Ligi Mistrzów rozegrali całe spotkania. Pretensji jednak nie należy mieć do Argentyńczyka tylko Tito Vilanovy, który zdecydował o wystawieniu swej gwiazdy. W obliczu danych z poprzedniego akapitu, była to wyjątkowo nieprzemyślana decyzja, w końcu trener Barcelony musiał widzieć jak Messi sprawuje się na treningach.

Gdzie można szukać przyczyn takich, a nie innych wyników? Upatrywałbym ich w… systemie rozgrywek. Niemieckie kluby miały miesięczną przerwę, od 16 grudnia 2012 roku do 18 stycznia bieżącego roku. W Hiszpanii przerwa wyniosła niecałe 2 tygodnie, od 22 grudnia do 4 stycznia. Pisałem już o tym kiedyś na blogu, lecz przypomnę kluczowy fragment tamtego tekstu:

Badania nie kłamią – firma Pro-Zone dowiodła, że w grudniu wydajność piłkarzy spada o 20%. W konsekwencji prowadzi to do częstszych urazów. Problem tkwi nie tyle w ilości spotkań, co w ich natężeniu pod koniec roku oraz na początku kolejnego. “UEFA dowiodła nawet, że piłkarze Premier League są czterokrotnie bardziej narażeni na urazy w ostatnich trzech miesiącach sezonu niż ich koledzy z pozostałych lig europejskich”, mówi Gary Lewin, fizjoterapeuta angielskiej kadry podczas Euro 2012, jednocześnie gorący zwolennik zmian. W podobnym tonie wypowiada się selekcjoner Roy Hodgson.

Co prawda tekst odnosił się głównie do Premier League, lecz w tym zakresie zależność między Anglią a Hiszpanią jest ogromna. Jak temu przeciwdziałać? Kluczowe byłoby zmniejszenie ligi, lecz nikt na Półwyspie Iberyjskim nie zgodzi się na to. Na przeszkodzie, co oczywiste, stoją finanse. Z podobnym problemem borykają się Anglicy, u których natężenie rozgrywanych spotkań jest jeszcze większe.

Ważny jest fragment o kontuzjach – np. w Barcelonie niedostępni na pojedynki z Bayernem byli Carles Puyol, Javier Mascherano czy Sergio Busquets, a w Realu niezdolny do gry był Marcelo. Niemieckie kluby nie miały takich problemów, nie było żadnych „krótkoterminowych” urazów – pauzowali jedynie Toni Kroos i Holger Badstuber, którzy groźnych kontuzji nabawili się już wcześniej.

Jak widać, organizacja Bundesligi i jej terminarza to jeszcze jeden olbrzymi atut stojący po stronie niemieckich drużyn.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: