Brak dopingu? Na niego trzeba sobie zasłużyć!

– Też mi się nie podobała gra naszych reprezentantów w meczu w Ukrainą. Też byłem zawiedziony, więcej – wściekły. Ale nie tylko na piłkarzy. Nic nie poradzę, oni po prostu poziomem gry dostosowali się do poziomu kibiców – zaczyna swój wpis na naTemat.pl Tomasz Lis. Trudno było napisać większą głupotę. Między zawodnikami a fanami jest jedna, podstawowa różnica – ci pierwsi są w pracy, za którą dostają pieniądze, natomiast drudzy poświęcają swój własny czas i pieniądze, by oglądać ich wyczyny. Trudno wymyślić gorsze porównanie.

Oczywiście, atmosfera na meczach kadry przed laty była nieporównywalnie lepsza. Nie do podrobienia były spotkania z Austrią czy Portugalią w „kotle czarownic”. Te czasy pewnie już nie wrócą. Szkoda. Jednocześnie dziwi mnie, dlaczego „janusze” chodzący na kadrę są uważani za kibiców gorszych, drugiej kategorii. Chociażby Jan Krzysztof Bielecki mówił niedawno o „krewetkowcach”, traktujących stadion jak teatr. Pewnie, chyba każdy wolałby by było jak dawniej. Nie dziwmy się jednak, że nie ma dopingu, skoro najbardziej fanatyczni kibice nazywani są regularnie kibolami, traktuje się ich jak podludzi, kogoś gorszego i przegania ich ze stadionów. Przekaz mediów jest jasny – fanatyk = kibol. Dorzućmy jeszcze do tego popierających akcję „against modern football” i okaże się, że fanatyków nie obchodzi futbol reprezentacyjny będący uosobieniem komercji, wszystkiego co najgorsze w dzisiejszej piłce. Jeśli ich brakuje nie dziwmy się, że zorganizowana grupa 2 tysięcy Ukraińców jest głośniejsza od ponad 50 tys. Polaków. Organizacja jest tu kluczowa, w końcu publiczność na spotkaniach kadry jest mniej regularna aniżeli w piłce klubowej. Jestem pewien, że ci „krewetkowcy”, trzymając się retoryki byłego premiera, chętnie pozdzieraliby gardło na meczach kadry. Ktoś jednak powinien im najpierw pokazać jak to się robi. Inaczej będziemy skazani na doping jak podczas Euro 2012 – cisza, krótkie podrygi i okrzyki „Polska, Polska” i znowu długa cisza.

Z Bieleckim zgadzam się w jednym – PZPN powinien zrobić wszystko, co w jego mocy by przyciągnąć „prawdziwych kibiców” z powrotem na reprezentację. Pomysł ze specjalnym sektorem jest z pewnością warty rozważenia.

Dziwi mnie też pojmowanie kibica jako kogoś, kto ma OBOWIĄZEK wspierać swój zespół, chociażby nie wiadomo co się działo. Osobiście zawsze tak robię, jednak nie dziwię się ani trochę tłumom ludzi gwiżdżącym na piłkarzy po meczu z Ukrainą, czy stosującym szyderę podczas pojedynku z San Marino. Jeśli zawodnicy po piątkowym meczu bez cienia wstydu mówili, iż zabrakło im zaangażowania, ambicji, czy woli walki to czy zasłużyli na jakiekolwiek wsparcie? Przekaz do fanów, którzy zjechali się z całej Polski na stadion narodowy był prosty aż do bólu – mamy was w dupie. Nie obchodzicie nas. Nie mogliśmy niczego z siebie wykrzesać dla was.

Gdyby piłkarze mówiąc kolokwialnie „jeździli na dupach” to zyskaliby na sympatii fanów. Jedną z najcenniejszych wartości jakie reprezentanci jakiegokolwiek kraju mogą dać swoim kibicom jest zaangażowanie. Wtedy można wybaczyć im dosłownie wszystko, o ile widać, że ci naprawdę się starają, lecz braknie im umiejętności. Nie traktujmy „januszy” jako kogoś gorszego. Ich postawa może cieszyć, gdyż nie dają sobie wciskać miernoty. Nawet na ich wsparcie trzeba sobie zasłużyć.

3 comments
  1. sobczyk said:

    Mnie z kolei dziwi opinia, że piłkarze nie jeździli na dupach. Nie wyobrażam sobie, żeby taki Łukasik nie zrobił wszystkiego, by w kadrze zaprezentować się najlepiej jak tylko jest w stanie. Można mieć jakieś tam zastrzeżenia co do niektórych, ale generalnie w każdym meczu jest tak, że jeden zasuwa na maksa, inny nieco mnie, ale różne są tego przyczyny. Wkurza mnie, że porażkę z Ukrainą rozpatrujemy w kategoriach jeżdżenia albo nie jeżdżenia na dupach, bez sensu. Mamy kadrę taką jaką mamy, czyli taką, która poważnego meczu nie wygrała, ba – nawet nie zagrała dobrze, od jakichś pięciu lat. W ostatnich latach chyba najlepiej wypadł mecz z USA, a wcześniej Portugalia za Beenhakkera.

    Jesteśmy ledwie europejskim średniakiem, a może nawet to nie, więc miejmy co do piłkarzy oczekiwania dopasowane do umiejętności.

    I w związku z powyższym mówienie, że na doping trzeba sobie zasłużyć jest bez sensu. Reprezentacja Polski po prostu nie ma kibiców, i tyle. Liczą się fotki na Facebooka i kilka piw wypitych w pubie. Ot, cała filozofia kibiców reprezentacji. A że drużyna jest w słabszym okresie (od pięciu lat co najmniej) to powinno się jej raczej pomagać, niż śmiać i szydzić.

  2. Przecież kadrowicze sami o tym otwarcie mówili.

    „Wkurza mnie, że porażkę z Ukrainą rozpatrujemy w kategoriach jeżdżenia albo nie jeżdżenia na dupach, bez sensu”. Odsyłam do mojego poprzedniego wpisu: https://lukaszgodlewski.wordpress.com/2013/03/23/zabraklo-ambicji-a-moze-organizacji/ bo też twierdzę, że akurat tu ambicja, wola walki nie była czynnikiem decydującym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: