Gdy gwiazda staje się ciężarem

Jeśli w Monachium ktokolwiek był niezadowolony z decyzji o zatrudnieniu Pepa Guardioli, z pewnością musiał to być Arjen Robben. Hiszpański szkoleniowiec podziwia grę kolektywną, w której nie ma miejscu na samolubnych piłkarzy, takich jak Holender, którego rodzice chyba nie nauczyli słowa „podanie”, a pojęcie „gra obronna” również jest mu obce. Najbliższe miesiące mogą być dla niego ciężkie z innych powodów.

Po 19. kolejkach Bundesligi jego Bayern Monachium prowadzi w lidze z przewagą 11 punktów nad wiceliderami z Leverkusen – w tym czasie zdążyli zremisować trzykrotnie i tylko raz przegrać. Ze względu na kontuzje Robben zagrał w zaledwie 6 spotkaniach. Mimo to Bawarczycy są na dobrej drodze by pobić rekordy ligi niemieckiej. Rozbrajanie kapitalnie działającego kwartetu ofensywnego Muller – Kroos – Ribery – Mandzukić (ew. Gomez) byłoby największą zbrodnią, jaką mógłby popełnić Jupp Heynckes. Skoro jesienią Bayern grał znakomicie i rundę wiosenną zaczął w równie dobrym stylu, po co to zmieniać? Czasem lepsze bywa wrogiem dobrego. Trzymanie go na ławce z drugiej strony sprawi, iż będzie niezadowolony, a wiadomo, że grymaszący Holender równa się kłopoty. Dla dobra Bayernu Monachium najlepiej by było, gdyby Robben…. doznał kontuzji.

Z nim w składzie Bayern jest bardziej przewidywalny niż wypowiedzi polskiej prawicy na temat katastrofy smoleńskiej. Obecnie miejsca w jedenastce dla niego nie ma. Franck Ribery jest w kapitalnej formie, zbierając genialne oceny, tak samo jak i Thomas Muller, który poprzedni nieudany sezon puścił w niepamięć. Toni Kroos to centralna postać tej drużyny, występująca na środku pomocy, więc Robben i tak nie mógłby go zastąpić. Sadzanie Francuza czy Niemca na ławce byłoby zwykłą niesprawiedliwością, w dodatku nieuzasadnioną ze sportowego punktu widzenia. W pierwszych dwóch meczach po przerwie zimowej Holender grał zaledwie 20 minut, gdy zmienił w spotkaniu z Greuther Furth Thomasa Mullera. Ze Stuttgartem z ławki już się nie podniósł. Tylko jak długo będzie znosił tę sytuację?

Bundesliga jest już przez Bayern wygrana, więc główną motywacją będzie zdobycie Ligi Mistrzów. W ostatnich 3 latach Bawarczycy dwukrotnie przegrywali w decydujących spotkaniach. W tym roku również są jednymi z głównych faworytów do końcowego triumfu. W 1/8 finału odpadnie ktoś z dwójki Real Madryt – Manchester United, do grona poważnych konkurentów należą też Barcelona, Borussia Dortmund, może Juventus i Paris Saint-Germain. Jeżeli Bayern pokona Arsenal i przedrze się do ćwierćfinałów, wtedy Robben powinien zostać wysłany na kosztowne wakacje. Im dalej, tym lepiej.

Holender jest jednym z tych piłkarzy, którzy są genialni, lecz brakuje im „tego czegoś”, by zdobywać największe laury. Kapitalnym na tle słabszych klubów, gasnącym w obliczu cięższych rywali, gdy przytłaczają go oczekiwania i presja. Może jednym z tych powodów jest krucha psychika? Faktem jest, iż Robben nigdy nie zdobył międzynarodowego trofeum, choć był blisko. W finale MŚ 2010 nie wykorzystał sytuacji sam na sam, gdy przed sobą miał wyłącznie Ikera Casillasa. Pogrzebał szanse Bayernu na mistrzostwo w poprzednim sezonie, gdy nie strzelił karnego w meczu z Borussią Dortmund i nie trafił do pustej bramki. W finale Ligi Mistrzów nie wykorzystał rzutu karnego w dogrywce – nie starczyło mu odwagi, by swój błąd chociaż częściowo naprawić w serii jedenastek. Nie podszedł do niego. Nie da się ukryć, iż jest jednym z symboli nieudolności obecnego Bayernu.

– Wszystko chodzi jak w zegarku – mówił w wywiadzie dla oficjalnej strony Bayernu Mario Gomez na temat kondycji klubu. By zegarek dalej tykał odpowiednio, najlepiej by było, gdyby Arjen Robben znalazł sobie nowy klub, zwłaszcza w obliczu przyjścia Guardioli. Były trener Barcelony w stolicy Katalonii miał tylko jeden sposób na radzenie sobie z piłkarzami o trudnych charakterach – pozbywał się ich. Wszelkie ciała obce były bardzo szybko wypluwane. W Bayernie również będzie miał luksus doboru podopiecznych w obliczu olbrzymiego budżetu transferowego, który szykują dla niego włodarze. Czy Holender podzieli los Deco, Eto’o, Ronaldinho czy Ibrahimovicia?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: