Dwa światy

Już ponad 20 lat minęło od czasu gdy drużyna z Europy Wschodniej podbiła kontynent. Od triumfu Crveny Zvezdy Belgrad nad Olympique Marsylią w Pucharze Europy tylko Dynamo Kijów zdołało dobić się do bram najcenniejszych klubowych rozgrywek, dla reszty drużyn ze wschodu to sztuka nieosiągalna. Zdaniem wielu do historycznego przełomu coraz bliżej, wszak rozkład sił na kontynencie coraz szybciej przesuwa się w kierunku Rosji.

Zenit Sankt Petersburg miał wszystko co potrzebne, by móc namieszać w europejskiej czołówce. Odpowiednią bazę treningową, świetny, zgrany skład z dobrą atmosferą i trenerem pracującym w spokoju od 2009 roku, finanse wręcz nieograniczone… i to one doprowadziły do katastrofy. Ściągnięcie Hulka i Axela Witsela było sygnałem wysłanym w kierunku Europy – bójcie się, oto nadchodzimy. Przybysze z ligi portugalskiej przynieśli ze sobą głównie chaos, ich gaże rozzłościły „kolegów” z zespołu, którzy poczuli się nagle niedoceniani, podziały w szatni nastąpiły niemal natychmiast. W ich efekcie od drużyny na pewien czas od pierwszej drużyny odsunięto kapitana Zenita i reprezentacji Rosji, Igora Denisova. Nielubiany przez resztę drużyny Hulk zdołał rozzłościć również trenera, któremu nie podał ręki gdy został zmieniony w meczu z Milanem. Zdążył już zagrozić, iż w styczniu odejdzie z mroźnego Sankt Petersburga.

We wrześniu wszystko wyglądało diametralnie inaczej. W Lidze Mistrzów trafili do jednej z łatwiejszych grup z możliwych. Milan i Anderlecht? Najsłabsze ekipy z pierwszego i trzeciego koszyka. Z ostatniego trafili na debiutantów z Malagi. Hiszpanie w przeciwieństwie do Rosjan nie pływali w pieniądzach, nie widzieli nawet swoich wypłat na czas. Zenit podchodził do rywalizacji jako faworyt numer jeden. Jako jedyna drużyna w tym gronie skupowała gwiazdy, wzmacniała się, podczas gdy inne ekipy pozbywały się ich by zbilansować swe napięte do granic możliwości budżety.

Rzeczywistość okazała się dużo bardziej skomplikowana. Będąca w teoretycznie najtragiczniejszej sytuacji Malaga w cuglach wygrała grupę, znajdujący się w permanentnym kryzysie Milan awansował z drugiego miejsca, głównie dzięki wygranej na stadionie Zenita. Dość szczęśliwej, decydującą bramkę Rosjanie postanowili wbić sobie sami, podczas gdy Christian Abbiati rozgrywał jedno z najlepszych spotkań w ostatnich latach.

Na przeciwnym biegunie znajduje się BATE Borysów. Jakże różnie można postrzegać drużyny, które osiągnęły podobny wynik – siedem punktów Zenita i trzecie miejsce w grupie to dla Rosjan wstyd i upokorzenie, sześć oczek i trzecie miejsce to dla Białorusinów powód do dumy. Oni nie mają bogatego sponsora, o wielkim wsparciu ze strony państwa mogą jedynie pomarzyć. Na ten sukces, jakim jest gra w Lidze Mistrzów po raz kolejny i zwycięstwa z Lille czy Bayernem Monachium zapracowali sami swoją ciężką pracą. W Borysowie nikt nie oddaje się hurraoptymizmowi, grawitacja nie pozwala odlecieć białoruskim działaczom zbyt wysoko ponad ziemię. Widać, iż na Białorusi wytyczona jest długofalowa wizja rozwoju. Pieniądze z gry w Champions League nie idą na kontrakty dla zagranicznych gwiazd tylko przeznaczone zostaną na rozwój infrastruktury, przede wszystkim na nowy stadion. Wszystko po to, by w końcu móc zagrać mecz przed własną publicznością w Borysowie a nie w stolicy kraju, Mińsku. Za zwiększonymi nakładami na bazę treningową idzie również usprawnienie szkolenia młodzieży. Inwestować zdecydowanie warto, zwłaszcza że młodzi Białorusini swój potencjał regularnie udowadniają – kadra do lat 23 wystąpiła na Igrzyskach Olimpijskich, natomiast reprezentacja U-21 zajęła na mistrzostwach Europy w 2011 roku 3. miejsce.

Osiągnięcie jest tym bardziej godne podziwu, iż w składzie BATE trudno uświadczyć drogich zagranicznych piłkarzy. W całej kadrze uświadczymy ich ledwie trzech, wyłączając Renana Bressana, naturalizowanego Brazylijczyka. Jednocześnie jest to drużyna młoda, średnia wieku całej kadry wynosi 26,6 lat. Pensja statystycznego piłkarza wynosi 15 tys. dolarów miesięcznie, czyli w skali europejskiej niewiele, zwłaszcza wśród klubów występujących w Lidze Mistrzów dosyć regularnie. Białorusini są jednak wierni swej filozofii, nie próbują wznieść się na wyższy poziom w sposób natychmiastowy poprzez niepewne transfery gwiazd tak jak Zenit.

Na transfery wydają mało lub wcale, woląc wyłuskiwać piłkarzy z własnej ligi bądź słabszych krajów Europy wschodniej. Z ligą ukraińską czy rosyjską nie mogą konkurować, to nie ten poziom sportowy oraz finansowy. BATE doskonale zdaje sobie z tego sprawę, kupując za grosze i sprzedając drożej. Siergieja Kriwca kupili za 30 tys. euro, do Lecha Poznań odchodził za ponad 10-krotność tej sumy. Po raz ostatni na transfery wydali więcej pieniędzy niż otrzymali w 2006 roku, czyli na dwa lata zanim piłkarsko „weszli do Europy”! Mimo to w tym sezonie po raz piąty z rzędu grają w rozgrywkach kontynentalnych co najmniej do grudnia, po raz drugi obecni będą w pucharach również na wiosnę.

Przykłady Zenitu Sankt Petersburg i BATE Borysów są skrajne. Jedni mają walizki pełne pieniędzy, porządny stadion, gwiazdy w składzie – inni na ich nadmiar nie narzekają, na własnej arenie grać nie mogą, a ich siłą jest kolektyw. Dzieje tych ekip pokazują, iż najważniejsza w procesie tworzenia prawdziwej drużyny jest stabilność, niekoniecznie miliony wydane na gwiazdy, wszak dążenia do sukcesu nie wolno sztucznie przyspieszać, jak to chcieli uczynić Rosjanie. Brzmi jak banał, lecz w czasach gdy mogłoby się wydawać że pieniądze to wszystko to wspaniała wiadomość.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: