Po co komu Złota Piłka?

Od zawsze fascynowała mnie popularność wszelkiej maści plebiscytów oraz konkursów. Zapalnikiem tych rozważań stały się oczywiście nominacje do Złotej Piłki. Co takiego sprawia, iż ludzie aż tak fascynują się kilkuset głosami oddanymi przez trenerów, piłkarzy oraz dziennikarzy? Co powoduje tak szeroko postępującą psychozę?

Podanie kilku nazwisk wystarczyło, by internet zahuczał od wrzasków napływających niemal z każdej strony. Dlaczego Iniesta został nominowany, a pominięto Pirlo? Pewnie ten konkurs organizują w Katalonii! Niestety, zdecydowana większość z tych dyskusji jest jałowych i nic nie wnoszących, zupełnie jak tego rodzaju plebiscyty. Są one niczym wszelkiej maści „talent show”, których namnożyło się w polskiej telewizji więcej niż grzybów po deszczu. Ich poziom dryfuje od bardzo słabego po słaby, są lepszą lub gorszą rozrywką, lecz tak naprawdę nie reprezentują sobą niczego nowego.

To, czy trzecim zawodnikiem na świecie (ze względów oczywistych pomijam Leo Messiego i Cristiano Ronaldo) zostanie uznany Andres Iniesta a nie Andrea Pirlo, Zlatan Ibrahimović czy Franck Ribery nie robi żadnej różnicy. Rozdźwięk pomiędzy zawodnikiem z najniższego stopnia podium a resztą jest nieznaczny, wręcz niezauważalny. Decydują detale, tak jak to czy oddający głos hiszpański dziennikarz jest promadrycki czy probarceloński. Kryteria doboru głosujących sprawiają, iż to konkursidło podatne jest na różne wynaturzenia. W zeszłym roku na Samuela Eto’o głosował chociażby Goran Pandev, kapitan reprezentacji Macedonii. Czy Pandev był pod takim wrażeniem jego umiejętności piłkarskich, czy jedynym powodem dla którego oddał swój głos na Kameruńczyka był fakt, iż znał go z wspólnej gry w Interze Mediolan? Albo Mark van Bommel wskazujący Wesleya Sneijdera na najlepszego piłkarza, mimo iż od 2010 roku ten drugi zalicza powolny zjazd po równi pochyłej? Nuno Gomes uznał, iż na drugim stopniu podium powinien stanąć… Nani.

Przykłady oczywiście można by mnożyć, znaczna część głosów jest uwarunkowana czynnikami mającymi ze sportem niewiele wspólnego, można je określić mianem „politycznych”. Nuno Gomes nie zagłosował na Messiego, by w ten sposób nie zmniejszyć szans Cristiano Ronaldo na zwycięstwo. Argentyńczyk wyżej sobie cenił kolegę z reprezentacji, Sergio Aguero, aniżeli swojego wielkiego rywala. Czy rywalizacja, w której większość głosujących nie myśli w kategoriach czysto sportowych, tylko pod względem taktycznym ma jakikolwiek sens? Czy to jedynie opium wygłodniałego ludu? Ludzie pragną by mieć pokazane czarno na białym – on jest najlepszy! A ten? Cienizna. Przekrzykują się dywagując czy Pele przewyższał Maradonę, czy to jednak Argentyńczyk był lepszy od Brazylijczyka, choć nawet nie oglądali ich spotkań. Wszelkie XI wszech czasów nie mają sensu, skoro nawet dziś nie jesteśmy na dobrą sprawę w stanie ustalić, czy od najlepszego obrońcy na świecie lepszy jest napastnik. Pewnych rzeczy nie da się porównać. Jeśli nie umiemy obiektywnie stwierdzić, czy ważniejszy dla drużyny jest solidny bramkarz czy napastnik, to tym bardziej nie będziemy w stanie porównać zawodników z kilku różnych epok.

Wybory głosujących są czasami doprawdy dziwne. Nominacja Pepa Guardioli do nagrody trenera roku zakrawa na jakiś ponury żart. To ma być statuetka za 2012 rok, nie za poprzedni czy całokształt kariery. Już bardziej od Hiszpana zasługuje na to Roberto Di Matteo mimo niedawnego zwolnienia, jeszcze lepszym kandydatem byłby Cesare Prandelli. Jeżeli za głosowanie bierze się kapitan reprezentacji Tahiti, który prawdopodobnie nie gra zawodowo w piłkę i nie musi interesować się nią na co dzień (to nie takie rzadkie jak mogłoby się wydawać), to często jego wybory bazują na tym co niedawno gdzieś przeczytał, usłyszał. Guardiola? A tak, to ten świetny trener, musi zasługiwać na nominację. To samo tyczy się wyboru piłkarzy – Messi i Cristiano musieliby zaliczyć naprawdę niesamowity zjazd, by nie być ponownie nominowanymi za rok, dwa lub trzy, nawet jeśli by na to nie zasługiwali. Wybór ze względu na ilość zdobytych trofeów to pójście po najmniejszej linii oporu, idąc tym tropem Złotą Piłkę powinien na styczniowej gali wznieść Fernando Torres.

Sęk w tym, iż trudno o receptę na tę przypadłość. Likwidacja tego typu plebiscytów nie wchodzi w grę, byłby to wizerunkowy strzał w stopę FIFA i organizacji pochodnych. Jakiekolwiek modyfikacje w sposobie głosowania również nie przyniosłyby zmian na lepsze. Piłkarze dalej głosowaliby na swoich kolegów z boiska, trenerzy reprezentacji na swych podopiecznych, dziennikarze na swoich rodaków i/lub ulubieńców kombinując tak, by jak najbardziej zwiększyć ich szanse. Oddanie prawa wyboru fanom zwiększyłoby wyłącznie i tak za wysoki poziom spamu w internecie oraz jałowych „dyskusji”, przypominających zabawy dzieci w piaskownicy.

Jedynym zwycięzcą w tej sytuacji jest FIFA.

1 comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: