Wszystko pozostaje po staremu

Zarówno stali obserwatorzy Serie A, jak i ci, którzy zaglądają na włoskie boiska od święta powinni przyzwyczaić się do tego, że hitowe spotkanie bez sędziowskich kontrowersji to mecz stracony. Na początku roku mieliśmy słynny gol-widmo Sulleya Muntariego, który w dłuższej perspektywie mógł sprawić, iż mistrzostwo powędrowało do Turynu a nie pozostało na San Siro, w meczu Juventus-Inter sędziowie uznali trafienie z 1. minuty po ewidentnym spalonym, natomiast dziś karny-widmo dał Milanowi zwycięstwo nad „Starą Damą”. Jeśli ktoś wątpił w istnienie karmy, to wydarzenia na San Siro stanowiły ewidentny dowód jej egzystencji.

Festiwal oskarżeń rozpoczął się na długo przed meczem. Prym wiódł Luciano Moggi, twierdzący, iż wybór Nikoli Rizzoliego na sędziego był spowodowany chęcią wyrządzenia szkody Juventusowi. Rzeczywiście, arbiter swoją decyzją o podyktowaniu rzutu karnego dla Milanu po zagraniu ręką Mauricio Isli skrzywdził „Starą Damę” (tak przyznał po meczu nawet Maximiliano Allegri, człowiek lubiący nie zauważać rzeczy tak oczywistych). Z drugiej strony im dłużej przypatrywać się tej sytuacji, tym większe wątpliwości… Nawet turyński dziennik Tuttosport, najbardziej „pro-Juventowska” gazeta niechętnie przyznaje, iż rzut karny został podyktowany słusznie. Wszyscy mówiący o przeżartym korupcją calcio zapominają jednak, iż panowie z gwizdkami mylą się, gdyż są zwyczajnie… słabi i nie dają sobie rady nawet w szóstkę. Odrzućmy teorie spiskowe na bok i pomóżmy im, by w przyszłości nie dochodziło do takich sytuacji, choć ten temat został przewałkowany wielokrotnie.

Każdy oglądający Milan w tym sezonie musiał zwrócić uwagę na chłopaka biegającego po prawej flance z numerem drugim. Mattia De Sciglio. Wychowanek Milanu to idealny przykład na to, że i we Włoszech da się wyszkolić bardzo zdolnego bocznego obrońcę. Można powiedzieć, iż dotychczasowy prawy defensor, Ignazio Abate może pożegnać się z miejscem w pierwszym składzie, a to przecież reprezentant Italii! Kibice Juventusu śmiejący się z faktu, iż rolę kapitana na ten mecz przejął Riccardo Montolivo musieli mieć kwaśne miny po zakończeniu spotkania. Na wielkie brawa zasłużył również regularnie wyszydzany przez własnych fanów Kevin Constant, rozgrywający bodaj najlepsze spotkanie w barwach Milanu. Gdyby nie dwa poważne błędy w drugiej połowie, śmiało mógłby pretendować do miana bohatera meczu. Postawę Kevina Prince’a-Boatenga w tym sezonie wypadałoby przemilczeć i powspominać świetne mecze z poprzedniego.

Zgodnie z moimi wcześniejszymi przewidywaniami, Liga Mistrzów odciska znaczne piętno na graczach Juventusu. W środę rozbili londyńską Chelsea w sposób niepodlegający dyskusji, natomiast dziś było im zdecydowanie bliżej do roli Anglików niż swojej zwykłej, regularnej postawy. Nie da się zagrać dwóch tak świetnych spotkań w przeciągu czterech dni, to fizycznie niemożliwe dla „Starej Damy” na tym etapie. Właśnie dlatego wspaniała seria spotkań bez porażki, która zatrzymała się na liczbie 49, nieco zakłamuje sytuację. Oczywiście, to fantastyczne osiągnięcie, lecz jeden sezon, całe 38 spotkań Antonio Conte nie musiał bać się o to, czy jego podopieczni będą wypoczęci po bataliach w środku tygodnia, czy wytrzymają natężenie gier. Znacznie cenniejsza jest seria Arsenalu sprzed kilku lat, który nie przegrał 49 meczów w silniejszej Premier League, ponadto występując w Lidze Mistrzów.

Największy problem Juventusu jest powszechnie znany, rozpisywałem się już na jego temat na blogu kilkukrotnie – brak napastnika. W przeciągu 90. minut Juve zaledwie dwukrotnie oddało strzał na bramkę Marco Amelii, jeden z nich był oddany ze znacznej odległości. Na nic zdała się znaczna przewaga w posiadaniu piłki (62 – 38), zwłaszcza gdy Quagliarella jest niewidoczny a jego zmiennik, Giovinco wnosi do gry niewiele więcej. Na miano antybohatera zasłużył Mauricio Isla. Chilijczyk sprokurował rzut karny, już wcześniej grając niepewnie i gdyby nie został zdjęty w przerwie, prawdopodobnie i tak nie dokończyłby meczu. Jednak wpuszczenie w jego miejsce Simone Padoina zakrawało o kpinę, skoro na ławce znajdował się Stephan Lichtsteiner. Być może Szwajcar miał problemy zdrowotne i zasiadł wśród rezerwowych pro forma, innego wytłumaczenia nie widzę. Nawet domniemany rzut karny nie może zaciemniać faktu, że Juventus był po prostu słabszy, grając bodaj najgorszy mecz w całym sezonie, co potwierdził Beppe Marotta, porażkę z godnością przyjął również Gianluigi Buffon.

Ciekawostką jest fakt, iż Juventus obydwa mecze przegrał z Angelo Alessio zastępującym Antonio Conte, podczas gdy Massimo Carrera, inny asystent Conte spisywał się bez zarzutu (zremisował ledwie dwukrotnie, z Fiorentiną i Szachtarem). Alessio przejął drużynę dopiero w środku października, gdyż podobnie jak jego przełożony został skazany za niepowiadomienie organów ścigania o popełnionym czynie korupcyjnym. Od tego czasu Juve wygrało 5 spotkań (głównie ze słabszymi rywalami – Catania, Nordsjaelland, Bologna, Pescara oraz Chelsea), zremisowało 2 (Nordsjaelland, Lazio) i przegrało z Interem oraz Milanem, kończąc wspomnianą wcześniej serię. 0-1 z Milanem sprawiło, iż „Stara Dama” poległa na wyjeździe po raz pierwszy od 25 spotkań, czyli maja 2011 roku. Problemem, dla którego Alessio spisuje się gorzej może być postępujące zmęczenie materiału, gorsze zmiany (vide Padoin) lub przyczyna tkwi w motywacji – Carrera podobno ma w sobie wiele z Conte.

Mimo to, w Turynie na razie próżno wypatrywać powodów do paniki. Juventus nadal jest liderem i znajduje się na świetnej drodze by wyprzedzić Chelsea w arcytrudnej grupie LM. Ci piłkarze po prostu oduczyli się przegrywania i muszą jak najszybciej uporać się z tym uczuciem, wypatrując w zimowym mercato ratunku w postaci napastnika.

Zwycięstwo w Milanie zmienia wszystko i nic. Z jednej strony, to ogromny zastrzyk energii dla krytykowanego z każdej strony Massimiliano Allegriego, który stracił już poparcie władz klubu. Silvio Berlusconi, od niedawna aktywnie biorący udział w codziennym życiu klubu publicznie stwierdził, iż chce zatrudnić Pepa Guardiolę. Co najciekawsze, powiedział o tym Allegriemu w prywatnej rozmowie. Doprawdy dziwna to taktyka, podkopywać poczucie wartości pierwszego trenera tuż przed tak prestiżowym spotkaniem, lecz okazała się ona skuteczna. W dodatku w Milanello wróbelki ćwierkają o możliwym odejściu Alexandre Pato. Brazylijczyk chce odbudować się w klubie, w którym będzie miał zagwarantowane regularne występy. Berlusconi woli, by odbudował się w Milanie. „Kaczor” w tej sprawie kontaktował się z agentem, co nie omieszkali mu wytknąć najzagorzalsi fani „Rossoneri”. – Kto ma Milan w sercu, ten nie dzwoni do agenta – głosił transparent dumnie powiewający na San Siro, wywieszony na Curva Sud.

Kibice Milanu oraz przeciwnicy Juventusu mają swój dzień triumfu. Mediolański zespół musi w tym sezonie napawać się takimi małymi, drobnymi zwycięstwami, gdyż na większe ich nie stać, nie bez wzmocnień. Wydaje się, że świat został wywrócony na głowie, podczas gdy jutro życie w calcio będzie płynęło w ten sam sposób – wielki, (nie)powstrzymany zacznie demolować kolejnych rywali a Milan utopi się w odmętach przeciętności.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: