Siła spokoju Legii

W końcu mecz określany mianem „hitu kolejki” nie zawiódł i piłkarze chociaż trochę dostosowali się do poziomu kibiców oraz wykreowanej otoczki przedmeczowej. Może to nie były derby Belgradu (zarówno pod względem dopingu jak i poziomu sportowego), lecz spotkanie Lecha Poznań z Legią Warszawa udało się obejrzeć bez wyrzutów sumienia.

Na samym wstępie trzeba zaznaczyć, iż wynik jest bardzo mylący. Różnica między obiema drużynami jest mniejsza aniżeli wskazywałby na to rezultat. Brak Manuela Arboledy nie tłumaczy środkowych obrońców Lecha, błędy przez nich popełniane były niewyobrażalne i nie do pomyślenia na tym poziomie. Zwłaszcza jeśli mowa o Wołąkiewiczu, który miał pukać do kadry narodowej czy „młodym zdolnym” Kamińskim. Grę obrońców „Kolejorza” powinno pokazywać się na instruktażach pt. „Jak nie grać w obronie”.

Jeszcze niedawno nie należałem do grona hejterów Rafała Murawskiego uważając, że jest po prostu kozłem ofiarnym. Po tym spotkaniu diametralnie zmieniłem zdanie, nie wiem jak za takiego pozoranta i statystę Lech mógł dać milion euro Rubinowi Kazań. Nie lepiej było te pieniądze przeznaczyć na szkolenie młodzieży, albo oddać na cele charytatywne? Efekt byłby nie gorszy. Godnym partnerem „Murasia” jest Łukasz Trałka, który ze swoją grą prędzej nadaje się do 1. ligi aniżeli Ekstraklasy. Pomyśleć, że ten facet niecały tydzień temu był na zgrupowaniu pierwszej reprezentacji…

Jeszcze na początku sezonu wydawało się, że Bartosz Ślusarski ma szansę stać się przynajmniej średnim ekstraklasowym snajperem. Wykańczał akcje z zaskakującą (oczywiście jak na siebie) skutecznością, lecz wszelkie demony powróciły dzisiaj. „Ślusarz” to absolutna parodia napastnika, fakt, że występuje w podstawowym składzie trzeciej drużyny ligi świadczy o jej poziomie. Dzisiejszy mecz powinien zakończyć z hat-trickiem na koncie, podczas gdy ledwo strzelił jedną bramkę. Brakowało tylko tego, by piłka po jego strzale odbijając się od poprzeczki nie wpadła do bramki. Bez solidnego napastnika „Kolejorz” nie ma nawet co myśleć o mistrzostwie – samą obroną (sic!) nie można wygrać ligi. Pod względem strzelonych bramek Lech jest w lidze siódmy (16 w 12 kolejkach), dla porównania Legia zdobyła ich o 12 więcej, a Polonia o 8.

Właśnie wykorzystywanie stworzonych okazji jest tym, co różniło dzisiaj Lecha i Legię.

Ljuboja został wyłączony z gry? Nie szkodzi, Kosecki, Wawrzyniak i Radović zajęli się rozstrzeliwaniem Poznaniaków. Nie jest przypadkiem, iż wszystkie te bramki padły po akcjach z lewej strony, gdzie Lovrencics wolał operować bliżej środka boiska, a Ceesay mocno angażował się w grę ofensywną zapominając o obronie. Podania na dobieg, na wolne pole okazały się kluczem do sukcesu i pierwszego zwycięstwa w Poznaniu od ośmiu lat.

Po raz kolejny w ważnym meczu objawił się Kuba Kosecki, który już wcześniej trafiał z Rosenborgiem, dwukrotnie ukąsił Wisłę, wywalczył również karne w spotkaniach z Polonią i Lechią. To prawdziwy talizman w ekipie Jana Urbana. Mam tylko jedno ale – musi nauczyć się wytrzymywać kondycyjnie cały mecz, nie tylko godzinę. Olśnił Jakub Wawrzyniak (któż by się tego spodziewał ręka w górę), który nie dość, że strzelił bramkę (wykończył akcję lepiej od Ślusarskiego), to jeszcze zaliczył kapitalną asystę. Problem z nim jest taki, że dobre zagrania nieustannie przeplata z fatalnymi, przez co nikt nie pamięta o pozytywach, wszak lepiej zapamiętuje się wpadki. To chodząca tykająca bomba. Właśnie dlatego idealnie pasuje do defensywy Legii.

Powiedzieć, że jej postawa pozostawia wiele do życzenia to jak nie powiedzieć nic. Obrona powinna zostać jak najszybciej wzmocniona, choć słowa „wzmocnić” i „Legia” w jednym zdaniu mogą wyglądać dziwnie. Nawet jeśli fundusze na zakup nowych piłkarzy byłyby obecne, to prawdopodobnie pozyskano by kolejną gwiazdę pokroju Marko Sulera czy Srdji Kneżevicia. Sam fakt, że Inaki Astiz jest najpewniejszym obrońcą w tym sezonie o czymś świadczy.

Niestety, to nie koniec negatywów. Michał Żyro zszedł z boiska o jakieś 81 minut za późno. Swoją grą po raz kolejny pokazał, iż powinien jak najszybciej dostać zakaz stadionowy. Władzom Legii radziłbym, by oddały go jakiemuś innemu klubowi w ramach prezentu gwiazdkowego. Do jego gry jestem nastawiony negatywnie od dawna, lecz dzisiejsze spotkanie przechyliło czarę goryczy. Nieliczne przebłyski (ostatni bodajże w finale PP z Ruchem) to zbyt mało, by grać w Legii. Z taką dyspozycją może się wkomponować do ekip Bełchatowa czy Podbeskidzia. Jest absolutnie drewniany, bez żadnych zauważalnych zalet. Szkoda, że działacze przespali najlepszy moment na jego sprzedaż, bo teraz nikt o zdrowych zmysłach nie da za niego 2 mln euro, które podobno oferował Hannover 96. Do świątecznej paczki śmiało może dołączyć niewiele lepszy Michał Kucharczyk, natomiast Janusz Gol udowodnił, iż nie nadaje się do drużyny walczącej o mistrzostwo, może być co najwyżej rezerwowym. Dominik Furman czy Daniel Łukasik przewyższają go o głowę już w tej chwili. Różnica między nimi będzie się pogłębiać z każdym kolejnym rokiem. Co ciekawe, właśnie Gol i Żyro zaliczyli dzisiaj po asyście, choć hektary pola regularnie zostawianego przez obronę Lecha zdecydowanie obniżyły skalę trudności.

Właśnie dlatego przed Legią Urbana jest jeszcze wiele pracy. Trudno podejrzewać, by w kolejnym meczu z tak (teoretycznie) silnym rywalem dostać tyle prezentów i by przeciwnik nie umiał wykorzystać ciągłego gapiostwa obrony Legii. Wpadki defensywy Lecha będą zapamiętane i roztrząsane tylko dlatego, że zawodnicy Legii umieli je wykorzystać, a po drugiej stronie nie było komu tego uczynić, przez co na obrońcy „Wojskowych” nie spotkają się z krytyką mediów i kibiców. Legioniści prędko nie zagrają z rywalem, który będzie starał się ich zdominować. Wtedy nie będzie możliwe wygranie dzięki „sile spokoju” – wyczekiwaniu na okazję i przeprowadzaniu szybkich ataków, bezlitosnemu punktowaniu rywali. Do tej pory nie znaliśmy Legii z tej strony, gdyż od pierwszych minut ruszała do nieustannych ataków. To przeciwnicy będą wyczekiwać na kontrataki, to Legia będzie musiała z uporem przebijać mury defensywne. Pod tym względem spotkanie z Lechem było dziwadłem, ekstraklasową anomalią.

1 comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: