Wenger King

Współczuję Wengerowi. Francuz po raz kolejny znajduje się pod obstrzałem części mediów i kibiców, choć na to zupełnie nie zasługuje. Nie jego winą jest, iż w ostatnim meczu ligowym Mikel Arteta podarował rywalowi rzut karny oraz nie wykorzystał jedenastki w ostatniej akcji meczu. Również nie jemu należy przypisywać fakt, iż w bramce Arsenalu w ostatnich spotkaniach leżał ręcznik – nazywany przez niektórych Vito Mannone – a kontuzjowani byli dwaj pierwsi bramkarze. Jest takie ładne słowo w języku angielskim – „overachieving”, czyli osiągać wynik ponad stan, posiadany potencjał ludzki. Arsene Wenger zdecydowanie należy do takich ludzi.

Trzeba jednak zaznaczyć, iż Francuz nie robi wiele, by poprawić swoją sytuację, ba – wręcz ją pogarsza. Słowa „Arsenal walczy o mistrzostwo” mogły być traktowane serio kilka lat temu. Nie dzisiaj, nie w sytuacji, gdy londyńczycy nie umieją zdobyć żadnego trofeum od 2005 roku. To Francuz powinien być osobą tonującą nastroje, wskazującą na cele realistyczne do osiągnięcia, podczas gdy mistrzostwo do nich nie należy. Nie bez powodu Petr Cech mówi o Premier League jako o wyścigu trzech koni – dla Arsenalu nie ma w nim miejsca, „Kanonierzy” znajdują się w drugiej trójce walczącej o 4. miejsce w lidze (w porywach 3.). Zamiast tego, co sezon otrzymujemy gadkę o zespole gotowym do zrobienia następnego kroku, wzbicia się ponad ostatnie wyniki.

Całe gadanie o posusze jaka nawiedziła gabloty klubowe jest bezsensowna. Czy wygranie Pucharu Ligi lub Pucharu Anglii zmieniłoby tak wiele? Kibice „Kanonierów” nagle staliby się szczęśliwszymi ludźmi i wyszli z marazmu, dumnie obwieszczając powrót do ścisłej elity? Brak trofeów stanowi tylko symbol podupadnięcia Arsenalu, lecz Wenger ma 100% racji, gdy mówi, iż trzecim najważniejszym trofeum jest kwalifikacja do Ligi Mistrzów i będzie ją miał niezależnie od tego, co będą mówić kibice, bo takie są realia.

Champions League to miliony funtów spływających na klubowe konta, prestiż klubu, możliwość przyciągania lepszych zawodników oraz zadowolenie fanów. Czy naprawdę wygranie jakiegokolwiek „pucharku” jest ważniejsze od gry w najlepszych klubowych rozgrywkach na świecie? Jasne, ładnie wyglądają w statystykach, lecz nie mają zbyt wielkiej wymiernej wartości, nie przy grze w LM.

Ameryki na pewno nie odkryję stwierdzeniem, iż jest coś w psychice piłkarzy Arsenalu, co nie pozwala im się wzbić na wyższy poziom, utrzymać stałą formę. Początek sezonu upłynął pod znakiem krytyki poczynań ofensywnych oraz chwalenia świetnie zorganizowanej obrony. Największe laury zbierał Steve Bould, czyli człowiek, o którym wydawało się, iż wreszcie ogarnął tę stajnię Augiasza. Ostatnie mecze pokazują zupełnie odwrotny trend – Bould oglądając defensywę „Kanonierów” wyrwałby sobie wszystkie włosy z głowy, gdyby je tylko posiadał. Z atakiem jest za to nie najgorzej, choć brak snajpera rzuca się w oczy. Nie, Olivier Giroud to jeszcze nie ten poziom. Owszem, strzelił dwie bramki z Fulham, lecz symptomatyczne było to, co stało się chwilę przed strzeleniem drugiej – w sytuacji sam na sam trafił w słupek. Takie sytuacje trzeba wykorzystywać z zamkniętymi oczami, nie zawsze będzie okazja, by zrehabilitować się już kilka sekund później, takiej okazji można się nie doczekać nawet przez cały mecz.

Wenger po raz kolejny bredzi mówiąc, że gdyby Arteta wykorzystał karnego w 94. minucie gry, to nikt nie podniósłby tematu żenującej obrony. To podejście jest błędne, prowadzi donikąd i świadczy poniekąd o ignorowaniu problemu, próbą jego bagatelizacji. Przerwa na mecze międzypaństwowe nie przyszła w najodpowiedniejszym momencie, wszak piłkarze zamiast popracować na treningach nad grą defensywną, zgrać się ze sobą porozjeżdżali się po całym świecie na spotkania towarzyskie. Z drugiej strony, te lapsusy są nie tyle wynikiem nieodpowiedniej taktyki, o ile potwornych błędów indywidualnych. Wystarczy przypomnieć sobie klops Thomasa Vermaelena w meczu z United lub przytoczony już wcześniej kiks Artety z Fulham. W tym spotkaniu Arsenal stracił dwubramkowe prowadzenie, czyniąc to samo we wcześniejszym meczu z Schalke. Powracając do tematu psychiki – w głowach tych piłkarzy siedzi jakiś bliżej niezidentyfikowany potwór, rak, którego doktor Wenger musi znaleźć jak najszybciej i zaordynować jego wycięcie. Tyczy się to ostatnich pokoleń piłkarzy „Kanonierów”, nie umiejących zabijać spotkań, wręcz zniechęcać rywali do gry. To właśnie odróżnia Arsenal od manchesterskiego duetu United & City.

Inną różnicą jest również potencjał finansowy obu drużyn, rzecz tyle oczywista, co często niezauważalna. Nie da się rywalizować z innymi klubami, gdy różnica w pieniądzach przeznaczonych na transfery czy płace są tak wielkie. Zadaniem menedżera jest dostarczanie odpowiednich w wyników w oparciu o dostępne środki. Właśnie dlatego czapki z głów przed Arsene Wengerem, który mimo to utrzymuje Arsenal w czołówce od lat, niezależnie od harców, jakie nad jego głową wyprawiają władze klubu.

2 comments
  1. kbroniarek said:

    Z Arsenalem jest po trosze jak z Liverpoolem – co sezon pompowany balonik, a gdzieś tak w okolicach 10 kolejki już wiadomo, że sezon stracony. Polityka transferowa to też dla mnie czarna magia, bo z jednej strony kasa (przynajmniej w tym sezonie) jest, a z drugiej jak dla mnie Wenger robi transfery przeciętne i w ogóle nie odpowiadające ambicjom Arsenalu. Może AW za bardzo zatracił się w swojej wizji skupowania perspektywicznych graczy? Jasne, wyniki osiąga dobre, bo kto by się spodziewał 3. miejsca na koniec tamtego sezonu, wtedy, kiedy Arsenal leczył rany po odejściu Nasriego czy Cesca. Zgodzę się też z tym, że zarząd mocno ogranicza ruchy na rynku transferowym Francuza, ale czy to nie jest dobry pretekst, by uderzyć pięścią w stół? Postawić ultimatum zarządowi? Bo teraz, nie ma co się oszukiwać, AFC to klub nastawiony głównie na zysk a nie na wyniki. Jeśli sprawujący władzę w owym nie zrozumieją swych błędów, to Arsenal może się obudzić z ręką w nocniku i na stałe zostać w naszej pamięci jako londyński średniak.

  2. Z Wengerem i jego transferami mam ten problem, że nie wiem na ile są one wynikami jego zachcianek, a na ile ograniczeń nałożonych na niego przez władze. Na jego miejscu już dawno postawiłbym ultimatum i z pewnością miałby kibiców i media po swojej stronie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: