Łamanie stereotypu

 

Wedle powszechnej opinii bramkarze cechują się innymi prawami aniżeli zawodnicy z pola – dla tych drugich rywalizacja o miejsce w wyjściowej jedenastce jest rzeczą pożądaną, pozwalającą wznieść się im na wyżyny swych umiejętności. Z golkiperami ma być inaczej. Sztywno ustalona hierarchia ma wpływać pozytywnie na drużynę oraz samego bramkarza. Nie bez powodu podkreśla się, iż to oni potrzebują poczucia zaufania trenera w największym stopniu, w dodatku są osobami z najsilniejszymi charakterami, co udowodniły nawet badania naukowe. Sam Gianluigi Buffon uważa, iż nie można zostać dobrym bramkarzem bez posiadania cech przywódczych. Umiejętności czysto piłkarskie to jedno, odpowiednio nastawiona głowa to drugie.

Kwestia rotowania golkiperami została podniesiona, gdy pod koniec sierpnia Hugo Lloris wzmocnił Tottenham Hotspur. To była niecodzienna sytuacja – Olympique Lyon dostało za reprezentanta Francji 15 mln euro, lecz było oczywiste, iż 25-latek usiądzie na ławce rezerwowych. W pierwszym składzie świetnie spisuje się Brad Friedel, 41-letni wyjadacz boisk. Transfer wzbudził nad Sekwaną falę kontrowersji, najbardziej niezadowolony, co oczywiste, jest Didier Deschamps, trener tamtejszej reprezentacji. – Lloris nie dostaje wystarczająco dużo szans. Gra raz na tydzień w Lidze Europejskiej. Sytuacja jest ciężka i nie należy do idealnych – mówi Francuz. Winą obarczono Andre Villasa-Boasa, lecz to nie on powinien być obiektem krytyki. Lloris był wymysłem prezesa klubu, Daniela Levy’ego. Portugalczyk oczywiście twierdził, że żaden transfer nie mógłby zostać przeprowadzony bez jego wiedzy i zgody, lecz przypomina to robienie dobrej miny do złej gry. AVB został wrzucony przez przełożonego na minę. Termin zakończenia negocjacji również nie był Portugalczykowi na rękę, gdyż Levy jak zwykle wyczekiwał do końca okienka transferowego, by zbić cenę jak najbardziej, Jean Michael Aulas – prezydent Lyonu – mówił, iż były to najtrudniejsze rozmowy w całej jego karierze. Transfery „last minute” nie pomagają ani trenerowi, ani tym bardziej zawodnikowi, który musiał za chwilę wyjechać na mecze reprezentacji Francji.

Pogodzenie dwóch bramkarzy mających ambicje by występować w pierwszym składzie wymaga przemyślanego planu oraz przedstawienia obydwu zainteresowanym stronom jasnych warunków rywalizacji, wyeliminowanie miejsca na wszelkie niedomówienia. Komunikacja jest kluczowa. Cecha, która sprawiła, iż Villas-Boas już nie jest trenerem Chelsea. To była jego pięta achillesowa. Teraz zmieniło się to na lepsze. – Piłkarz musi wiedzieć, że jeśli gra dobrze i ciężko pracuje na treningach będzie występował w pierwszym składzie. AVB hołduje tej zasadzie i jestem z niej zadowolony. Gdy menedżer posiada swoich pupilków to nie jest miłe – zauważa Steven Caulker, jedno z odkryć obecnego sezonu. Z wypożyczenia ze Swansea wracał jako czwarty obrońca. To przez niego na ławce usiadł Michael Dawson, lecz ten miał powiedzieć przyjaciołom, iż nie ma prywatnych zatargów z trenerem, przyczyną są wyłącznie powody sportowe. Podobnie jest w przypadku Emmanuela Adebayora – gdy Togijczyk sfinalizował swój transfer, wydawało się, iż z miejsca wskoczy do podstawowej jedenastki. Stało się inaczej – będący w formie Jermain Defoe zachował swoją pozycję i obdarzony zaufaniem szkoleniowca zaczął strzelać bramkę za bramką. W Chelsea Villas-Boas nie poradził sobie z marginalizowaniem roli Franka Lamparda, wskutek czego poległ w starciu z szatnią. W ekipie „Spurs” trudno dojrzeć zawodników uprzywilejowanych, rywalizacja o miejsce w składzie jest motorem napędowym rozwoju członków zespołu.

Jak donosi Mirror.co.uk piłkarze Tottenhamu po zatrudnieniu Portugalczyka dostawali od niego sms-y nie tylko dotyczące piłki nożnej, ale również ich zainteresowań. – Potrafi być całkiem zabawny – powiedział nawet jeden z piłkarzy. Były trener Porto zmniejsza dystans do swoich podopiecznych, udowadnia w ten sposób, iż jest innym człowiekiem aniżeli był w Chelsea. Wyciągnął wnioski ze swojej największej menedżerskiej porażki, nauczył się słuchać piłkarzy, nie tylko ich słyszeć. Taktycznie nigdy nie był gorszy od Mourinho do którego stale jest przyrównywany, lecz to właśnie relacje międzyludzkie oraz przygotowanie mentalne sprawiały, iż gdy jeden z nich przerywał hegemonię Barcelony, drugi był na bezrobociu.

– Jeżeli zostanę menedżerem, chciałbym mieć dwóch dobrych bramkarzy, którymi mógłbym rotować – pisał w swojej kolumnie w Guardianie David James, były bramkarz reprezentacji Anglii. Jest przeciwny powszechnemu myśleniu, według którego każdy zespół powinien posiadać bramkarza numer 1, starszego, doświadczonego rezerwowego oraz młodego golkipera będącego numerem 3. Każdy trener musiał kiedyś podejmować ciężkie decyzje, nie zawsze popularne. Roberto Mancini dawał szansę Joe Hartowi marginalizując pozycję Shaya Givena, jeszcze wcześniej Jose Mourinho stawiał na Petra Cecha kosztem Carlo Cudiciniego, który od tego czasu jest wiecznym rezerwowym (dziś w Tottenhamie jest trzecim golkiperem).

Hugo Lloris swoje szanse dostaje w Lidze Europejskiej, którą Portugalczyk traktuje poważnie, wszak pamięta swój triumf z Porto, dzięki któremu dostał szansę zaistnienia w Premier League. Francuz wystąpił w czterech meczach i choć w jednym z nich popełnił poważny błąd, spisuje się dobrze. W jedynym spotkaniu Premier League (z Aston Villą) był cichym bohaterem, dzięki jego interwencjom „Koguty” zachowały czyste konto. Kibice mogli mieć za złe AVB przerwanie niesamowitej passy Brada Friedela, który grał w 310 kolejnych spotkaniach z rzędu. Jednak menedżer musi zdecydowanie odcinać się od tego typu rekordów, serii i związanej z tym presji fanów. Jedyne, czym powinien się kierować, to dobro klubu. Jeżeli nie dałby szansy występu Llorisowi wbrew sobie, własnemu sumieniu, tylko dlatego, że Amerykanin śrubuje fantastyczny rekord, byłoby to posunięcie tragiczne, świadczące o jego słabości. Zabija to nieco romantyzm związany z tym osiągnięciem, lecz w piłce na tym poziomie nie ma miejsca na sentymenty. Osobowość Brada Friedela, wspaniałego profesjonalisty, który pokazuje klasę zarówno na boisku jak i poza nim jest kolejnym ułatwieniem dla Portugalczyka. – Mam nadzieję, że zajdziemy daleko we wszystkich rozgrywkach, by móc podzielić między sobą jak największą ilość spotkań – mówi Amerykanin.

Andre Villas-Boas jest kapitalnym obiektem krytyki, zarówno tej zasłużonej, jak i nie. Epizod w Chelsea będzie się ciągnął za nim do końca kariery, a praca w Tottenhamie od pierwszych dni nie należy do najłatwiejszych i najprzyjemniejszych w związku z okolicznościami, w jakich odszedł jego poprzednik. White Hart Lane oraz dziennikarze tęsknią za Harrym Redknappem, którego zwolnienie było ogromnym szokiem, niczym grom z jasnego nieba. Sir Alex Ferguson stosujący rotację między Davidem De Geą a Andersem Lindegaardem na o wiele większą skalę nie spotyka się z podobną dozą krytyki oraz komentarzy, gdyż jego decyzje trudniej podważać niż te AVB. W dzisiejszej piłce bramkarz bramkarzowi jest nierówny – w Manchesterze United De Gea o wiele lepiej zatrzymuje strzały, lecz Lindegaard zdaje się lepiej organizować pracę defensywy, ma większy wpływ na nią. By być świetnym golkiperem, trzeba pogodzić ze sobą obie te rzeczy, paradoksalnie czasem bronienie strzałów jest nawet mniej istotne.

– [Hugo] rozumie sytuację. Przyszłość w tym klubie należy do niego. Powiedział mi, że przybył tu by rywalizować o miejsce w składzie i udowodnić, że jest najlepszy – mówi Villas-Boas. Sytuacja, w jakiej znalazł się Lloris może pozwolić wznieść mu się na wyżyny umiejętności. Już niedługo będzie pierwszym golkiperem „Kogutów”, o ile starczy mu tylko cierpliwości i nie będzie słuchał rad Didiera Deschampsa czy Gregory’ego Coupeta, którzy doradzają mu znalezienie sobie nowego klubu. Brad Friedel, mimo iż jest w świetnej formie, jest już jedną nogą po drugiej stronie rzeki. Amerykanin to teraźniejszość, Francuz to przyszłość Tottenhamu.

4 comments
  1. TomekChl said:

    Bardzo ciekawie piszesz! Nie zgodziłbym się tylko z jednym Twoim stwierdzeniem. Za wcześnie jest by mówić, że Chelsea była/jest największą porażką menadżerską AVB. On tak naprawdę dopiero zaczął swoją karierę, Tottenham to jego trzeci poważny klub. Czas pokaże, może będzie miał jeszcze gorsze wpadki czego mu nie życzę ;)

  2. Dzięki za komentarz! Chelsea jest największą jego porażką, oczywiście biorąc pod uwagę jego dotychczasową karierę. Pewnie, że w jakimś klubie może wtopić jeszcze bardziej.

  3. lol said:

    1/10 polecam i pozdrawiam

  4. Bolson, jak (nie)miło Cię tu widzieć ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: