Mancini, trener niedoskonały

Istnieją pewne wyświechtane powiedzenia, używane zawsze w pewnego rodzaju sytuacjach. Drużyna słabo spisuje się w rozgrywkach europejskich? To na pewno przez brak doświadczenia! Dla Roberto Manciniego, który w ten sposób tłumaczy niepowodzenia Manchesteru City w Lidze Mistrzów to najprostsze wytłumaczenie, w dodatku najbardziej wygodne. Bo czy da się w jakiś obiektywny sposób to zmierzyć? Taka postawa jest bagatelizowaniem problemu, odmową szukania jego prawdziwych przyczyn. Dlaczego najwygodniejsze? Gdyż nie obciąża nikogo, „tak po prostu musi być”, zdaje się mówić włoski trener, domagając się w ten sposób dodatkowego czasu dla swojego zespołu.

Manchester City nie ma szczęścia do losowania Ligi Mistrzów. Zeszłoroczna grupa z Bayernem Monachium, Napoli oraz Villarrealem uważana była za niezwykle ciężką. Wydawało się, że trudno będzie przebić ten zestaw. Wystarczyło, by minął rok i w jednej grupie spotkali się mistrzowie trzech najsilniejszych lig oraz najlepsza holenderska drużyna. Nie będzie przesadą stwierdzenie, iż to najsilniejsza obsada w 20-letniej historii Ligi Mistrzów. To nieszczęście dla każdej z tych ekip, lecz czy mistrzowi Anglii wypada narzekać na słabe losowanie? Jeszcze niedawno każdy reprezentant Premier League stawał się z miejsca jednym z faworytów do wygranej w Champions League, nikt nie martwił się o awans do fazy pucharowej, która była zwykłym przetarciem, rozgrzewką.

Obrońcy Manciniego podkreślają fakt, że w zeszłym sezonie jego ekipa zdobyła aż dziesięć punktów. Zapomina się jednak, iż aż sześć oczek zabrano Villarrealowi, który w tym samym sezonie został zdegradowany z hiszpańskiej La Liga. Prawda, że cztery oczka zdobyte w pojedynkach z Bayernem Monachium i Napoli nie wyglądają już tak imponująco, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, iż jedyne zwycięstwo przyszło nad rezerwami niemieckiego klubu? Włoch mówi o potrzebie czasu, przywołując przykład Chelsea, która dopiero po niecałej dekadzie sięgnęła po najważniejsze trofeum. Porównanie wybrał niezwykle niefortunne. Przypomnijmy – Roman Abramowicz wykupił londyński klub w lecie 2003 roku. To nie przeszkodziło „The Blues” dwukrotnie z rzędu odbić się od bram finału Ligi Mistrzów dopiero na ostatniej prostej. Claudio Ranieri i Jose Mourinho nie tłumaczyli się brakiem czasu, zebrania doświadczenia czy zgraniem drużyny.

Słowa Manciniego o braku wprawy brzmią bardzo dziwnie, jeśli prześwietlimy piłkarzy obecnych w kadrze City. Ligę Mistrzów wygrali Maicon, Yaya Toure, Carlos Tevez oraz Mario Balotelli, David Silva ma na koncie złoty medal mistrzostw świata oraz dwa złote krążki mistrzostw Europy. Ligi krajowe wygrywali Maicon (Inter), Vincent Kompany (Anderlecht), Edin Dzeko (Wolfsburg), Javi Garcia (Benfica), Gael Clichy (Arsenal), Kolo Toure (Arsenal), Carlos Tevez (Boca Juniors, Corinthians, Manchester United), Yaya Toure (ASEC Abidżan, Olympiakos, Barcelona) oraz Mario Balotelli (Inter). Rzecz jasna nie liczę zawodników, którzy po trofeum sięgnęli wraz z City w tym roku. Doświadczenie zespołu a piłkarzy to trochę inna rzecz, lecz wprawny trener z pewnością by je odpowiednio wykorzystał. Przynajmniej na tyle, by sforsować fazę grupową.

Można w tym miejscu zadać pytanie – czy Roberto Mancini jest trenerem na miarę ambicji Manchesteru City? Włoch wygrał trzykrotnie Serie A, lecz każdy uważny obserwator ligi w latach 2005-2008 zna ówczesne realia. Większość maniaków Football Managera postawionych na miejscu Manciniego zdołałaby powtórzyć jego wyczyn. To oczywiście przesada, lecz oddająca skalę trudności w tamtym czasie. Potęga Interu została zbudowana na upadku głównych rywali, w szczególności Juventusu w związku z aferę Calciopoli. Właśnie dlatego prawdziwym testem umiejętności menedżerskich były występy w Lidze Mistrzów. Przez cztery lata pracy na Giuseppe Meazza ani razu nie sforsował bram półfinału. W dwóch pierwszych sezonach ekipa Manciniego odpadała w ćwierćfinale (z Milanem i Villarrealem), w dwóch kolejnych w 1/8 finału (z Valencią i Liverpoolem). Mancini prowadził Lazio, Inter Mediolan oraz Manchester City w 52 meczach LM. Jego dorobek nie powala – wygrał 23 spotkania, czyli nieco ponad 44%, podczas gdy przegrał 16, czyli niemal 31%. Jeśli weźmiemy pod uwagę wyłącznie spotkania w fazie pucharowej, to bilans jest następujący – trzy zwycięstwa, cztery remisy, pięć porażek. Czy nie przypomina to Wam losów Zlatana Ibrahimovicia, piłkarza genialnego, lecz zawodzącego w najważniejszych meczach?

Właściciele „Citizens” mają pełne prawo oczekiwać od swojego trenera lepszych rezultatów. Anglię już podbili, lecz to Europa jest ich celem od dnia, w którym zaczęli pompować miliony w rozwój klubu. Kiedy ich cierpliwość się skończy? Gdzie istnieje punkt graniczny, po przekroczeniu którego powiedzą „dość tego”? Już raz wybaczyli Manciniemu brak awansu do Ligi Mistrzów, puścili w niepamięć zeszłoroczne niepowodzenie. Czy wystarczy im cierpliwości i tym razem? Niewykluczone, iż decyzję o zwolnieniu podejmą dopiero wtedy, gdy City zacznie gorzej prezentować się na boiskach Premier League, albo rzeczywiście czekają na Pepa Guardiolę („barcelonizacja” zespołu z Etihad postępuje, pozyskano Begiristaina, Soriano oraz Bojana) i dadzą Manciniemu popracować do końca sezonu, dopiero wtedy rozważając dostępne opcje. Na niekorzyść Włocha działa fakt, iż coraz częściej mota się w wypowiedziach. Raz mówił, że jego ekipa już nie ma szans na wyjście z grupy, innym razem twierdził, że ostateczną odpowiedź da dopiero mecz z Ajaxem. Nie trzeba chyba mówić, jak to wpływało na pewność siebie zawodników, którzy potrzebowali podbudowania po kilku słabszych spotkaniach. Zasłanianie się błędami sędziów raczej nie powinno mieć miejsca, gdyż problem tkwi zdecydowanie głębiej, zwalanie winy na panów z gwizdkiem jest spłyceniem problemu. W końcu niewiele brakowało, by Manchester nie miał nawet dwóch punktów po czterech spotkaniach – nietrudno sobie wyobrazić sytuację, w której Robert Lewandowski pokonuje Joe Harta i podwyższa wynik na Etihad na 2-0 albo „Citizens” nie dostają karnego w ostatniej minucie.

Manchester City ma problem, by połączyć efektywną grę w lidze oraz pucharach. Z tym problemem borykają się pozostałe drużyny w grupie, wszak Real Madryt traci do lidera ligi krajowej osiem punktów, Borussia Dortmund jedenaście, natomiast Ajax Amsterdam dziesięć, nie potrafiąc wygrać meczu w lidze od września. Nieliczne drużyny na kontynencie umieją pogodzić ze sobą grę na kilku frontach. W awans City wierzy mało kto i fani mogliby woleć zająć czwarte miejsce, by na wiosnę przyszłego roku mieć wolne czwartkowe wieczory, by skupić się w pełni na lidze. Piłkarze mistrza Anglii powinni jednak zrobić wszystko, by zająć przynajmniej trzecie miejsce – gra w Lidze Europejskiej wielkiej chluby nie przynosi, lecz punkty do rankingu UEFA już tak. Trzeba je ciułać, by prędzej wskoczyć do pierwszego koszyka, gdzie nie grożą spotkania z Realem Madryt czy Bayernem Monachium, tylko w najgorszym wypadku np. z Valencią. To również idealna okazja do tego, by przywyknąć do gry co kilka dni i zebrać doświadczenie, o którym tak chętnie mówi Roberto Mancini.

1 comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: