Financial Fair-Fail?

Michel Platini szedł do wyborów na prezydenta UEFA z dwoma sztandarowymi pomysłami. Od reformy eliminacji Ligi Mistrzów minęło już trochę czasu i świat się z tego powodu nie zawalił, choć nawet ona nie pomogła żadnej polskiej drużynie zaistnieć w tych rozgrywkach. Drugą inicjatywą było finansowe Fair-Play, mające ukrócić bezmyślne wydawanie pieniędzy i zadłużanie się europejskich klubów.

Pobudki kierujące inicjatorami zmian są słuszne. Dziś straty klubów są horrendalne, a przodują w tym czołowe ekipy. W teorii to one powinny najbardziej ucierpieć na zmianach. Nic bardziej mylnego. To od nich wyszła ta propozycja. Karl-Heinz Rummenigge i Massimo Moratti od początku byli największymi zwolennikami FFP. Nieprzypadkowo. Jeżeli bogacze wychodzą z jakąś inicjatywą, to oczywiste, iż musi się im to opłacać. Przecież nie robią tego dla pięknej idei. Tak samo było z reformą kwalifikacji LM. Mówiło się o szansie zaistnienia w elicie drużyn ze słabszych państw, podczas gdy zmiany najbardziej uderzyły w europejską klasę średnią, tę będącą niedaleko za czołówką. Czy od tego czasu w eliminacjach przepadła jakaś potęga? Nie, najlepsze państwa dostały za darmo trzecią drużynę bezpośrednio w tych rozgrywkach. Zamiast tego średnio-mocne ekipy tłuką się we własnym gronie – trzykrotnie bram LM nie zdołał sforsować Panathinaikos Ateny, dwukrotnie ta sztuka nie udawała się Celticowi Glascow, Fenerbahce Stambuł, Dynamo Kijów, Twente Enschede czy Udinese Calcio, odpadały również Sporting Lizbona, Szachtar Donieck, Sevilla, Sampdoria, Zenit Sankt-Petersburg czy Borussia Monchengladbach. Potęgi tylko na tym zyskują. To, że dwa lata temu do LM nie zdołała się zakwalifikować Sevilla nie stanowiło powodu do smutku dla Realu Madryt czy Barcelony. Brak wpływów dla Andaluzyjczyków czy jakiejkolwiek innej drużyny oznacza niemożność wzmocnienia drużyny lub konieczność sprzedania zawodników w skrajnych przypadkach. Kto na tym korzysta? To oczywiste. Chociażby z tego powodu niełatwo mi entuzjastycznie czekać na wprowadzenie FFP w życie.

Problem tkwi w tym, iż FFP nie zmieni zbyt wiele, a jeśli już to wyłącznie pogłębi różnice między bogatymi a biednymi. Tak na chłopski rozum. Jeżeli nie mogę wydawać więcej niż zarabiam, to drużyny grające dzisiaj regularnie w Lidze Mistrzów będą rok w rok budowały swoją przewagę finansową nad pozostałymi ekipami. Dalszych efektów nie trzeba chyba wyjaśniać – wykupywanie najlepszych piłkarzy, co prowadzi do zwiększenia różnicy sportowej. Czy w takim razie ta reforma powinna zawierać w nazwie człon „fair-play”?

Zmuszenie lig do równego podziału zysków z transmisji telewizyjnych byłoby pierwszym krokiem w kierunku wprowadzenia prawdziwej równości, nie fasadowej. Czy La Liga, gdzie madrycko-barceloński duopol zgarnia większość zysków z praw telewizyjnych, jest uczciwa? Sytuacja, w której ostatni zespół angielskiej Premier League z poprzedniego sezonu – Wolverhampton – zainkasowało z tej racji 49 mln euro i jest to więcej pieniędzy niż otrzymało 18 ekip La Liga. Jest to po prostu śmieszne i żenujące. Ouriel Daskal z bloga SoccerIssue.com zaproponował jeszcze inne rozwiązanie – podatek od luksusu. Z góry ustalony jest pewien limit na transfery, dajmy na to 50 mln euro. Za każde euro wydane ponad tę kwotę drugie tyle idzie na rzecz ligi krajowej, szkolenie młodzieży czy czegokolwiek. Jeśli w jednym okienku transferowym kupujesz piłkarzy np. za 80 mln, musisz zapłacić kolejne 30. W ten sposób zyskiwałby nie tylko klub kupujący – który zostałby zmuszony do wydawania pieniędzy z głową – ale również cała liga. Pomysł idealny nie jest, lecz lepiej realizuje ideę fair-play aniżeli zasady przeforsowane przez Platiniego.

Trudno się dziwić, iż wobec FFP wywoływanego jest wiele szumu. Czy ktokolwiek wyobraża sobie sytuację, w której Chelsea czy Manchester City są wyrzucane z Ligi Mistrzów, gdyż przyniosły zbyt duże straty? Wykluczenie to oczywiście kara ostateczna, do sankcji mają należeć kary finansowe czy zakazy transferów. Jeśli UEFA będzie zbyt pobłażliwa, to jej projekt spali na panewce, a federacja wzbudzi wściekłość fanów oraz klubów, które szykują się do rywalizacji w nowej rzeczywistości. Jak na razie przodują w tym obydwa kluby mediolańskie, Inter i Milan. Z drugiej strony, jeśli będzie zbyt rygorystyczna, mogą się odwrócić od niej kluby i sponsorzy. Co stoi najbogatszym na przeszkodzie, by w razie czego wypiąć się na UEFA i utworzyć Superligę? Obecna umowa na grę w europejskich pucharach wygasa w 2014 roku. Kluby poradzą sobie bez UEFA, UEFA bez klubów zginie śmiercią naturalną. Sternik europejskiej federacji postawił się w trudnej sytuacji – wycofanie się z tego projektu nie wchodzi w grę, wszak za kilka lat chce zostać szefem FIFA. Taka porażka mogłaby go pogrążyć. Jeśli okaże się dla klubów zbyt miękki, jego przeciwnicy również to wykorzystają. Może wygrać wiele, lecz do przegrania jest jeszcze więcej.

Władze europejskiej federacji same doprowadziły do fali niepotrzebnych spekulacji. Syn Michela Platiniego jest doradcą prawnym Qatar Sports Investments, właściciela Paris Saint-Germain. Francuski zespół może mieć ogromne problemy ze spełnieniem kryteriów FFP, a koneksje rodzinne nie polepszają sprawy. Do QSI należy Al Jazeera, która posiada pełnię praw do pokazywania Ligi Mistrzów we Francji. Za to Gazprom, główny sponsor Ligi Mistrzów posiada Zenit Sankt-Petersburg, inny klub, który żyje zdecydowanie ponad stan. Chyba nikt się nie spodziewa, by jakiekolwiek surowsze kary mogły dotknąć te zespoły. Dla UEFA najważniejsze jest to, by nie drażnić sponsorów, by ci przelewali im odpowiednią ilość pieniędzy.

Michel Platini jest nowoczesnym Robin Hoodem – zabiera klasie średniej, daje bogatym. Jego pomysły zamiast zmniejszać zwiększają dysproporcje w piłce nożnej. Już nie ma szans na to, by wycofano się z programu Financial Fair-Play, popieranego głównie przez największe zespoły obawiające się najazdu miliarderów ze Wschodu. W nowej rzeczywistości nie będzie możliwe zbudowanie drugiego Manchesteru City czy inwestycje na taką skalę jak w Anży Machaczkale. Barcelona, Manchester United czy Real Madryt mogą być spokojne. FFP to desperacka obrona starego ładu. Reforma dopiero wchodzi w życie i za jakiś czas zobaczymy, jak będzie realizowała się w praktyce. Oby nie okazało się, że za kilka lat będzie nazywana Financial Fair-Fail.

4 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: