Ląd chaosu i paranoi

Kilkanaście lat temu Pele stwierdził, iż afrykańska drużyna wygra Mistrzostwa Świata jeszcze przed rokiem 2000. Od daty granicznej minęło aż 12 lat, a żaden reprezentant „Czarnego Lądu” nie zdołał sforsować chociażby bram półfinału. Brazylijską legendę piłki nożnej nie po raz pierwszy zawiodła kryształowa kula. Afrykański futbol cierpi na chroniczny chaos, przez który osiągnięcie sukcesu jest niemożliwe. W przełamaniu barier nie pomógł nawet zorganizowany po raz pierwszy na „Czarnym Lądzie” Mundial. XXI wiek zamiast przynosić rozwój, jest nieustannym okresem stagnacji.

Jego główną przyczyną jest krótkowzroczność krajowych federacji. Popularną praktyką jest zatrudnianie drogich, zagranicznych trenerów, którzy mają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odmienić grę reprezentacji i ponieść ją do sukcesów. Patrząc na historię tego rodzaju posunięć jest to błędna droga. Przybysz z obcego kontynentu nie rozumie duszy afrykańskiego piłkarza, jego obyczajów, tradycji, które na tym lądzie są zupełnie odmienne. Tacy selekcjonerzy są zazwyczaj wspaniale przygotowani taktycznie, lecz nie mają doświadczenia w obcowaniu z afrykańską reprezentacją. Lokalni trenerzy z drugiej strony są przygotowani dużo lepiej pod względem mentalnym, za to nie mają porównywalnego pojęcia o taktyce. Zagraniczny szkoleniowcy mogą odnieść sukces wyłącznie w wypadku, gdy wcześniej mieli jakąkolwiek styczność z afrykańskim futbolem. Być może jakaś federacja powinna spróbować utworzyć trenerski duet – uznany fachowiec z Europy mógłby prowadzić kadrę narodową wraz z lokalnym trenerem, który uczyłby się u jego boku by w niedalekiej przyszłości samemu przejąć stery. Nie oszukujmy się. Zagraniczni szkoleniowcy uciekają po pierwszym niepowodzeniu lub sukcesie, gdy zgłosi się po nich bardziej uznana marka, ktoś poważniejszy. Liczy się wyłącznie wynik tu i teraz. W eliminacjach Pucharu Narodów Afryki 2013 Maroko przegrało pierwszy mecz z Mozambikiem 0-2. Reakcja federacji była natychmiastowa – Eric Gerets został zwolniony, gdyż wszyscy mieli jeszcze w pamięci tegoroczną wpadkę na PNA, gdy „Lwy Atlasu” nie wyszły nawet z grupy. Kadrę przejął tubylec, Rachid Taoussi, który nie bał się zdecydowanych kroków. Na spotkanie rewanżowe nie zabrał Marouane Chamakha, Mbarka Boussoufy czy Adela Taarabta, czyli absolutnych gwiazd. Ryzyko popłaciło. Maroko ograło Mozambik 4-0. Pozostaje mieć nadzieję na odrobinę stabilizacji, gdyż już w 2015 roku to Maroko będzie gościło u siebie najlepsze afrykańskie drużyny.

Pytaniem otwartym jest poruszenie kwestii tego, czy piłkarsko Afryka została już wyprzedzona przez Azję. Nawet jeśli tak się jeszcze nie stało, może to mieć miejsce w najbliższej przyszłości. Korea Południowa oraz Japonia są regionalnymi potęgami, w ślad których idzie również Australia. Liczba azjatyckich piłkarzy grających w Europie jest znacznie mniejsza aniżeli afrykańskich, lecz to Azjaci posiadają znacznie lepsze rodzime ligi, zdolne do przyciągania tłumów na stadiony oraz zatrzymywania części graczy. Niegdyś afrykańskie reprezentacje święciły triumfy na turniejach młodzieżowych, wystarczy przypomnieć zwycięstwa Nigerii i Kamerunu na Igrzyskach Olimpijskich pod koniec XX w. Tymczasem na ostatnich IO walkę o brązowy medal stoczyły wspomniane reprezentacje Korei Płd. oraz Japonii. Fazę grupową przetrwał jeden reprezentant „Czarnego Lądu”, Senegal, który odpadł w ćwierćfinale.

Reprezentacje które jeszcze niedawno odnosiły sukcesy dziś znajdują się w stanie permanentnego rozkładu. Kamerun aspirujący do miana kontynentalnej potęgi właśnie po raz drugi z rzędu nie zdołał zakwalifikować się do Pucharu Narodów Afryki. Ich przydomek „Nieposkromione Lwy” dzisiaj budzi wyłącznie uśmiech politowania oraz pusty śmiech. Przez nieporozumienia wewnątrz kadry z gry zrezygnował Samuel Eto’o, który wrócił dopiero na mecz decydujący o awansie do PNA 2013. To nic nie pomogło, silniejsze okazały się Wyspy Zielonego Przylądka. Ulewa jaka rozpętała się pod koniec tego spotkania wyglądało na płacz niebios nad postawą Kamerunu. Oczywiście, by tradycji stało się zadość, przed rewanżem zwolniono zagranicznego trenera – Javiera Clemente – i postawiono na byłego piłkarza, Jeana Paula-Akono. „Obecny zespół posiada odpowiednie umiejętności, lecz brak im dumy jaką prezentowały poprzednie piłkarskie pokolenia. Dumy, dzięki której odrzucasz porażkę, przeciwstawiasz się wszystkiemu co nie jest zwycięstwem,”, mówi Abega Theophile, członek kadry, która w 1994 roku udowodniła swój prymat na kontynencie.

W podobnej sytuacji znajduje się Senegal. Zespół naszpikowany gwiazdami również nie zdołał zakwalifikować się na lokalny czempionat. Na początku tego roku mimo iż byli jednym z faworytów nie zdobyli nawet punktu. Dlaczego tak się dzieje? Ciekawą hipotezę wysnuwa El Hadji Diouf, członek historycznej ekipy, która dotarła do ćwierćfinału Mundialu w 2002 roku. Twierdzi, iż nie jest powoływany do kadry ze względu na strach krajowej federacji przed nim. „Robią tam tyle okropnych rzeczy, że nie chcą by ktokolwiek mówił o tym, co oni wyprawiają. W Europie wszystko jest perfekcyjne. Tutaj wręcz przeciwnie. Z tego powodu nie osiągamy dobrych wyników.” W zeszłym roku został zawieszony na 5 lat po tym, jak publicznie powiedział to, co wszyscy podejrzewają od dawna. „Cały system afrykańskiego futbolu jest skorumpowany.” Trudno mówić inaczej, gdy istnieją poważne podejrzenia, iż mecz Ghany z Brazylią na MŚ 2006 został ustawiony. Z tego powodu nie mógł „wykonywać żadnych czynności powiązanych z futbolem w Senegalu”, w ten sposób władze uciszają swoich przeciwników. „Problemem w Afryce jest to, że włodarze lubią liczyć pieniądze z piłki, natomiast nie interesują się nią.” Zawodnik Leeds United nie jest odosobniony w poglądach, popierają go chociażby byli piłkarze – Tony Sylva czy Jules Bocande.

Mistrzostwa Świata rozgrywane dwa lata temu miały być przełomem. Momentem, gdy wreszcie jakiś reprezentant „Czarnego Lądu” wkroczy do strefy medalowej, a w fazie pucharowej znajdą się co najmniej dwie drużyny. Nic takiego się nie stało. Historię Ghany chyba wszyscy pamiętamy – zepsuty rzut karny w ostatniej minucie dogrywki w ćwierćfinale i porażka w serii jedenastek z Urugwajem. Pozostałe drużyny zawiodły. Kamerun i Nigeria ugrzęzły na dnie swych grup, RPA pokonało wyłącznie żenującą Francję, po Algierii nie sposób było spodziewać się niczego wielkiego. Teoretycznie pretensji nie można było mieć do Wybrzeża Kości Słoniowej, lecz awans był w zasięgu ich ręki. Portugalia była zdecydowanie do pokonania. Nie sposób powrócić tu do kwestii trenerów. Trenerem zaledwie jednej z sześciu reprezentacji był Afrykanin. Od 1994 Nigeria zmieniała szkoleniowców aż 19 razy. Najdłużej na stanowisku wytrwał Christian Chukwu, który pracę zaczął pod koniec 2002 roku, by zakończyć ją niecałe trzy lata później.

Problemem są również – paradoksalnie – wielkie gwiazdy. Didier Drogba nie strzelał rzutów karnych w finałach PNA z Egiptem oraz Zambią, raz w regulaminowym czasie gry, raz w serii jedenastek. Wybrzeże Kości Słoniowej nie umie przechylać szali na swoją stronę w decydujących momentach. Piłkarze w Afryce posiadają wielkie ego, być może dlatego, iż w większości przypadków przez całe życie pracowali wyłącznie na siebie. Na to, by zwrócić na siebie uwagę trenera, scouta, by wyrwać się z kraju albo jakiegoś klubu w niższej lidze. To on sam musiał „sprzedać siebie”, zająć się własną osobą. W takich sytuacjach nie ma miejsca na współpracę, inni gracze postrzegani są jako konkurencja. Bo co jeśli to on zostanie wybrany a nie ja? Wtedy cały świat może lec w gruzach. Brakuje w afrykańskich reprezentacjach czegoś takiego jak „team spirit”.

Gdy na tegoroczne PNA nie pojechały takie reprezentacje jak Algieria, Egipt, Kamerun, Nigeria czy RPA z początku uznano to za dobry znak, szansę na małe „odświeżenie” turnieju, a wręcz rewolucję. Jednak po tym co można było zobaczyć na boiskach Gabonu i Gwinei Równikowej niewiele osób chciałoby, by taka sytuacja się powtórzyła. Sensacje są oczywiście potrzebne (casus Wysp Zielonego Przylądka), lecz tak samo ważną częścią turnieju są jego gwiazdy. W tym roku ubytek czołowych zespołów jest mniejszy. Nie ma Egiptu, nie ma Kamerunu, nie ma Senegalu. Pytanie brzmi – czy w takim razie to dalej jedne z najlepszych afrykańskich zespołów? I jak sprawić, by eliminacje do kolejnych turniejów w latach rozgrywania MŚ były jak najbardziej sprawiedliwe? W tym roku doszło do zbyt dużego udziału przypadku, szczęścia w losowaniu. Doprowadziło to do patologii i wypaczeń wyników. Kwalifikacje do Mundialu kończą się w listopadzie 2013 roku, natomiast losowanie Pucharu Narodów Afryki 2015 odbędzie się 11 miesięcy później. Czy CAF (Afrykańska Konfederacja Piłka) pozostanie przy obecnym systemie? Byłoby chyba jednak lepiej, gdyby został zreorganizowany.

Obserwując piłkę nożną w Afryce nie sposób dojść do wniosku, iż organizacja i atmosfera wokół kadry jest tak samo ważna jak i umiejętności piłkarzy. Pod drugim względem, w wielu przypadkach afrykańskie reprezentacje nie ustępują kadrom z Europy czy Ameryki Południowej. Drastycznej zmiany wymagają federacje piłkarskie. By do tego doszło, musi wykonać się większy przewrót niż zamiana ludzi na stołkach. Musi dokonać się rewolucja w myśleniu o piłce, nie postępowaniu z nią jako kury znoszącej złote jaja. Szkoda byłoby zmarnować taki potencjał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: