Oddzielmy ziarno od plew

Europejska piłka nożna doszła do punktu granicznego. Piłkarze eksploatowani są do granic możliwości, co nie wpływa korzystnie na ich zdrowie, tak samo jak i na jakość widowisk. Najbardziej zapracowani gracze potrafią rozgrywać ponad 60 spotkań na sezon. Obowiązki ligowe, puchar kraju, rozgrywki europejskie, spotkania reprezentacji… Powinniśmy szukać każdej okazji, by ich nieco odciążyć. Dla ich dobra oraz naszego.

Robienie porządków należałoby zacząć od spotkań reprezentacyjnych. Likwidacja lutowego oraz sierpniowego terminu meczów towarzyskich powinna być pierwszym krokiem w tym kierunku. Niefortunny jest zwłaszcza ten drugi termin – jaki jest sens rozgrywania spotkań kontrolnych na parę dni przed rozpoczęciem sezonu w najlepszych ligach europejskich? Reprezentacje nie korzystają na tym zbyt wiele, natomiast spora część dorobku trenerów klubowych wypracowany podczas przygotowań jest marnowany.

Prawdziwym problemem jest udział takich zespołów jak San Marino czy Andora w eliminacjach czy to Mistrzostw Świata czy Europy. Spotkania tych drużyn z czołowymi ekipami są groteskowe. San Marino grając z Anglią oddało jeden strzał w całym meczu, dopiero w 65. minucie. Oczywiście był niecelny, powędrował prosto w trybuny stadionu Wembley. Co prawda „Synowie Albionu” męczyli się z przybyszami z południowej Europy aż przez 35. minut, lecz to nie zmienia faktu, iż wynik był z góry przesądzony. W takiej sytuacji nikt nie stawia pytania kto wygra, tylko ile zwycięży. 5-0 to i tak minimalny wymiar kary, wynik, do jakiego nowicjusze z San Marino są przyzwyczajeni.

Pojedynki profesjonalistów z amatorami nie mają sensu. Dla tych drugich to oczywiście nierzadko przygoda życia, w końcu nie każdy księgowy, bankier czy właściciel knajpy ma okazję wystąpić na Wembley przed ponad 80 tysiącami widzów. Odłóżmy jednak na bok ten romantyzm.

Jaki jest sens uczestnictwa drużyny, która od 1992 roku w eliminacjach do 12 kolejnych imprez (licząc obecne) rozegrała 104 mecze, z których przegrała 102, remisując zaledwie dwukrotnie? Bilans bramkowy jest jeszcze bardziej upokarzający. Po stronie zysków widnieje 14 bramek zdobytych, strat aż 469. Oznacza to, iż średnio w każdym spotkaniu San Maryńczycy tracą 4,5 bramki. Do siatki rywala trafiają co ok. 10 spotkań, czyli mniej więcej na jedne eliminacje przypada jedna bramka. Takie reprezentacje nie są niczym innym jak tylko workiem treningowym, którego można obijać do woli, postrzelać kilka bramek, poprawić statystyki oraz humory przed starciami z silniejszymi rywalami.

Nijak nie ma się to do zagrożeń jakie stwarzają takie mecze. Theo Walcott może zapomnieć o występie w meczu z Polską po tym, jak wspaniałym ciosem kung fu powalił go golkiper San Marino, Aldo Simoncini. Szczęśliwie w tym przypadku Anglik nie będzie długo pauzował. Gdyby jednak Walcott doznał poważniejszej kontuzji, jak miałby czuć się Arsene Wenger i Arsenal, mając świadomość, że piłkarz któremu płacą ogromne pieniądze doznał urazu w spotkaniu z totalnymi amatorami?

Bycie piłkarzem takiej reprezentacji również nie jest łatwe. Bierzesz wolne w pracy tylko po to, by wyjść na boisko z zamierzeniem stracenia jak najmniejszej ilości bramek, by nie doznać zbyt wielkiego upokorzenia. Możliwości rozwoju takie mikro-państewka nie mają żadnego.

Istnieje jedno rozwiązanie problemu – niech we właściwych eliminacjach grają najlepsi z najsłabszych. Już w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów wprowadzono takie rozwiązanie; reprezentanci czterech najsłabszych europejskich państw biją się między sobą, zanim zagrają z lepszymi rywalami. W eliminacjach czy to Euro, czy MŚ można to nieco „rozszerzyć” – o prawo gry z najlepszymi reprezentacjami mogłyby walczyć drużyny z ostatniego, szóstego koszyka, można by włączyć do niego również ekipy z piątego koszyka. Gwarantowałaby to wyższy poziom sportowy samych eliminacji i wyeliminowałoby spotkania, w których zwycięzca jest z góry przesądzony. Amatorzy powinni móc grać z profesjonalistami tylko w wypadku, gdy na taki przywilej zasłużą. Niedługo do UEFA może zostać przyjęty Gibraltar, który zostałby kolejnym chłopcem do bicia.

Zarówno UEFA, jak i FIFA powinny poważnie przemyśleć takie rozwiązanie. Zmiany możliwe byłyby od eliminacji do Euro 2016, które stanowią do tego świetną okazję, gdyż i tak będą zreformowane w związku z rozszerzeniem europejskiego czempionatu. Jeśli do tego dojdzie, niewykluczone iż światowa federacja podąży tropem europejskiej centrali.

,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: